Świętość księdza Jerzego

O ks. Jerzym Popiełuszce

"Tygodnik Powszechny" nr 42/2009

Abp Kazimierz Nycz

ŚWIĘTOŚĆ KSIĘDZA JERZEGO

Księdza Popiełuszkę spotkałem tylko raz. Spodziewałem się ujrzeć bohatera. Tymczasem w nowohuckich Mistrzejowicach poznałem człowieka pokornego, skrytego w kącie zakrystii.

Myślę, że taki był. I gdybym miał wytłumaczyć dziś młodemu człowiekowi, na czym polega świętość ks. Popiełuszki, powiedziałbym, że młodzież akceptuje takich właśnie katechetów jak on: tych księży czy świeckich, którzy nie są nachalni, lecz głoszone przez siebie słowo popierają świadectwem życia.

Ludziom młodym, którzy chcieliby poznać przyszłego błogosławionego, warto przybliżać jego postać w kontekście ówczesnych wydarzeń historycznych — jak robi to np. film „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Młode pokolenie powinno móc „dotknąć” tego niespokojnego czasu, by zobaczyć w nim człowieka wyważonego, który prowadzi ludzi, głosząc spokojnie Ewangelię. Tę Ewangelię, którą uzupełniał elementami nauki społecznej Kościoła i nauczaniem Jana Pawła II. Ksiądz Popiełuszko — to dla młodych prosty, zwyczajny ksiądz, który działał świadectwem swego życia. Wobec wyzwań, które stają przed Kościołem w Polsce (i nie tylko w Polsce), można przyjmować tę samą drogę. Młodzież ma problemy i pytania — i trzeba na nie odpowiadać nie w sposób moralizujący czy pouczający, ale przez głoszenie Chrystusa z radością, z przekonaniem i nadzieją — popierając to własnym życiem.

Bardzo liczę na to, że w obecnym Roku Kapłańskim i w 25. rocznicę swej śmierci ksiądz Popiełuszko stanie się wzorem i patronem dla młodych polskich księży z XXI wieku. Umierając, miał za sobą zaledwie 12 lat kapłaństwa. A potrafił nawoływać w czasie stanu wojennego — czasie aresztowań, internowań, morderstw — aby zło dobrem zwyciężać. Wiedział, że czym innym jest walka o władzę — bo stan wojenny był walką nie o Polskę, ale o utrzymanie się przy władzy — a czym innym troska o ludzi. Jeśli ten problem przyłożyć do współczesnej sytuacji, okaże się, że jest to nadal aktualne: aby stale widzieć to, co jest troską o człowieka, o jego niepowtarzalną i niezbywalną godność. Prawda wychodzi na jaw — i wtedy okazuje się, czy chodziło o Ewangelię, czy o małe ludzkie sprawy.

Ksiądz Jerzy był człowiekiem Ewangelii. Ludzie przychodzili na jego kazania i odchodzili mocni. Tak jak — choć porównania są zawsze kulawe — odchodziliśmy mocni z wizyt Papieża w roku 1979 czy 1983. Przecież nie on sam, tylko Chrystus przez niego działał. To mocne świadectwo wiary, nadziei i miłości sprawiało, że na moment zapominaliśmy, iż żyjemy w czasie, kiedy nasza wolność była ograniczona. Notował TPo

tygodnik.onet.pl

opr. aw/aw


Copyright © by Tygodnik Powszechny

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao