Peter J. Leithart w First Things przypomina dziewiętnastowieczne dzieło, które wywarło olbrzymi wpływ na współczesną kulturę. Jego prometejskie przesłanie jest zasadniczo sprzeczne z przesłaniem chrześcijaństwa i nie da się pogodzić jednego z drugim. Trzeba wybierać: albo zbawienie będące darem Boga, albo zbawienie transhumanistyczne, będące wyrazem buntu przeciw Bogu.
Dziś niemal zapomniane dzieło „Męczeństwo człowieka” było niegdyś uważane za świecką wersję Biblii. Wydany w 1872 roku przez szkockiego poszukiwacza przygód Williama Winwooda Reade'a tomik miał wśród swoich wiernych czytelników Winstona Churchilla, George'a Orwella, A. A. Milne'a i Sherlocka Holmesa.
Jego głównym przesłaniem jest stały postęp ludzkości, która krok po kroku wyzwala się z intelektualnego więzienia dogmatycznej religii, by wejść do jasnego, dobrze oświetlonego świata rozumu, wolności i niekończącego się postępu. Tego rodzaju poglądy to nic nowego – już starożytny mit o Prometeuszu przedstawiał wizję bohatera, który wykrada bogom olimpijski ogień, aby umożliwić ludzkości swobodny rozwój. Ta wizja powracała w dziejach wielokrotnie w różnych formach prometeizmu, upatrujących szczęście i dobro ludzkości w wyzwoleniu od religii i stworzeniu „nowego człowieka”, niepoddanego ograniczeniom natury.
Współczesny transhumanizm zaczerpnął wiele od szkockiego pisarza, który z entuzjazmem wyrażał wiarę w moc nauki. Według niego nasza ludzka, cielesna natura jest godna pogardy, nie lepsza niż ciała „niższych zwierząt”. Ale jest nadzieja. Nauka będzie zdolna przemienić nasze ciała, a przyszli „błogosławieni”, „czyste i promienne istoty”, które nadejdą, będą uważać swoich przodków za żałosne worki mięsa, „biednych dzikusów, dręczonych bólem i zwierzęcymi skłonnościami.” Na razie „Natura... jeszcze trzyma nas w swoich więzach,” ale oto nadchodzi dzień, gdy wyjdziemy z kokonu, rozwiniemy skrzydła i powstaniemy, by stać się czymś nowym.
Tę wizję próbowano realizować na różne sposoby – czy to metodami eugenicznymi, czy społecznymi, czy też technicznymi. Dziś dominuje technologiczna wizja transhumanizmu, a szczególnie wielkie nadzieje pokładane są w sztucznej inteligencji, która rzekomo ma rozwiązać większość problemów świata.
Dwie wizje zbawienia
Czy taka wizja człowieczeństwa i takie rozumienie wolności jest do pogodzenia z chrześcijaństwem? Odpowiedź, której udziela Peter J. Leithart jest jednoznacznie negatywna. Nasze ciała nie są „workami mięsa”, ale są wspaniale zaprojektowane. Nie są też surowym tworzywem, które można dowolnie kształtować według naszych kaprysów. Jesteśmy istotami, ograniczonymi i skończonymi. Nasze ograniczenia co do wiedzy i co do możliwości działania nie są jednak naszym wrogiem, ale istnieją dla naszego dobra. Naszym wrogiem jest natomiast ignorowanie tych ograniczeń. Transhumanizm jest więc antyhumanistyczny, dąży bowiem do usunięcia człowieka takiego, jakim jest w rzeczywistości i stworzenia jakiejś istoty „nadludzkiej”, co ostatecznie okazuje się utopią.
Tego rodzaju poglądy pojawiały się w różnych epokach. Nie zawsze jednak były tak radykalne i nie zawsze były groźne. Leithart przypomina renesansowego humanistę Pico della Mirandolę, autora sentencji „każdy jest kowalem swego losu”, który nie oddzielał ludzkiej godności i wolności od naszej relacji ze Stwórcą. W „Przemowie o godności człowieka” opisywał Boga rozmawiającego z Adamem, „stworzeniem o nieokreślonym obrazie”, przypominając mu o jego pro-teicznej (nie mylić z prometeiczną!) naturze. „Natura wszystkich innych stworzeń jest zdefiniowana i ograniczona przez prawa, które ustanowiliśmy,” mówi Stwórca, ale ty, Adamie, skoro „nie powstrzymują cię takie ograniczenia, możesz, z własnej woli, której opiece cię powierzyliśmy, sam prześledzić cechy swojej natury.” W słowach tych zawarte jest przekonanie, że człowiek, w odróżnieniu od innych istot stworzonych, ma wybór: może iść drogą upodobnienia się do swego Stwórcy, albo też podążać ku „niższym, surowym formom życia”.
Półtora wieku wcześniej Dante ukuł słowo „transumanar”, gdy, spoglądając na Beatrycze na progu Raju, doznał przemiany, porównując ją do przemiany Glaukosa – rybaka, który „po spróbowaniu morskiego zioła, stał się towarzyszem Bogów.” Dla Dantego ta „transhumanizacja” nie dała się wyrazić w ludzkim języku, ale jedynie w języku „Miłości, która rządzi Niebem”.
Choć język Pico della Mirandoli i Dantego może wydawać się trudny i heterodoksyjny, nie odeszli jednak od chrześcijańskiej ortodoksji. Już w starożytności Grzegorz z Nysy pisał o paradoksie człowieczeństwa, które pociągane jest ku przebóstwieniu:
„We wszystkich nieskończonych wiekach ten, który do Ciebie biegnie, staje się większy, bardziej wyniosły, nieustannie wzrastając proporcjonalnie do swojego wznoszenia się przez dobro.”
David Bentley Hart wyjaśnia, że Grzegorz postrzegał duszę jako „naczynie nieustannie rozszerzające się, gdy otrzymuje to, co do niej nieustannie napływa.” Przyjmowanie Boga czyni nas „coraz bardziej obfitymi i podatnymi na piękno, bo jest to wzrost w dobrach, których Bóg jest źródłem.” Tak więc nasze dążenie „rozciąga się ku nieskończoności”. Im bardziej Bóg w nas zamieszkuje, tym bardziej rozszerza się nasza zdolność przyjmowania Go w naszym wnętrzu.
Chrześcijańska wizja człowieczeństwa ratunkiem dla człowieka
Tajemnica natury ludzkiej, która zawiera w sobie znacznie więcej, niż teraz możemy dostrzec i pojąć, znajduje swoje podstawy w Biblii.
„Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy" – pisze św. Jan (1J 3,2).
„...abyście się stali uczestnikami Boskiej natury” – śmiało oznajmia św. Piotr (2P 1,4).
Drugi rozdział Listu do Hebrajczyków cytuje Psalm 8, modyfikując jednocześnie jego treść: „uczyniłeś [człowieka] niewiele mniejszym od aniołów”. Polskie słowo „niewiele” nie oddaje dobrze sensu greckiego „brachy”, które można by lepiej przetłumaczyć jako „na krótko” (tak jest w angielskich tłumaczeniach). Może ono sugerować, że w Bożym planie ostatecznie jesteśmy czymś większym od aniołów – do takiej interpretacji uprawniają kolejne wersety tego rozdziału.
Św. Paweł również zmaga się z niedoskonałością ludzkiego języka, starając się wyrazić wywyższenie Jezusa: „ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem”. Kilka wersetów dalej pisze jasno: „Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie”. Nie chodzi więc tylko o Chrystusa, ale także o nas samych, powołanych do współuczestnictwa w Jego chwale.
Trudno uznać, że chrześcijańskie rozumienie człowieczeństwa jest zbyt niskie, czy też, że Bóg w jakikolwiek sposób ogranicza perspektywy naszego rozwoju. Wręcz przeciwnie – naszym ostatecznym celem jest zmartwychwstanie i transcendencja ciała, jego przemiana w „ciało duchowe”. Wbrew naiwnym przekonaniom technologicznych humanistów nie stanie się to jednak dzięki procesorom, centrom obliczeniowym i sztucznej inteligencji.
Chrześcijanie muszą więc stanowczo sprzeciwiać się technologicznemu, świeckiemu transhumanizmowi. Możemy to robić skutecznie tylko wtedy, gdy korzystamy ze wszystkich zasobów chrześcijańskiej antropologii, w tym z niesamowitych obietnic zawartych już w Nowym Testamencie, do których wielokrotnie powracali chrześcijańscy teologowie na przestrzeni wieków – podsumowuje Leithart. Chrześcijańska wizja zbawienia jest dużo wyższa, a przy tym – dużo bardziej realistyczna niż ta, którą oferuje technologiczny transhumanizm.
Źródło: First Things