„Zachowało się około 40 listów kustoszy Ziemi Świętej do Jana III Sobieskiego, Marysieńki, prymasa Polski i episkopatu z prośbami o pomoc. Polska była wówczas postrzegana jako przedmurze chrześcijaństwa” – mówi o. Narcyz Klimas OFM, wykładowca historii Kościoła i archiwista Kustodii Ziemi Świętej.
Jolanta Krasnowska-Dyńka, Echo Katolickie: 800 lat obecności franciszkanów w Ziemi Świętej to niezwykła ciągłość. Co sprawiło, że bracia mniejsi zdołali przetrwać tam przez osiem wieków - mimo wojen, zmian politycznych, prześladowań i kolejnych konfliktów?
U podstaw tej ciągłości leży idea św. Franciszka. W 1217 r. wysłał pierwszych braci do Ziemi Świętej, a cztery lata później sam udał się do Egiptu, gdzie spotkał się z sułtanem Al-Kamilem. Był to znak gotowości do spotkania z drugim człowiekiem nawet w świecie konfliktu.
Z czasem Stolica Apostolska zleciła franciszkanom opiekę nad miejscami świętymi. Było to zadanie niezwykle honorowe i bardzo odpowiedzialne: cały Kościół powierzył im troskę o miejsca związane z życiem Chrystusa. Przez wieki zmieniali się władcy, granice i systemy polityczne, ale istota franciszkańskiej misji pozostała taka sama: modlitwa, służba, troska o sanktuaria i ludzi. Ta wierność pozwoliła im przetrwać.
Kustodia Ziemi Świętej jest dziś czymś znacznie więcej niż opieką nad sanktuariami. Jak wygląda jej misja i codzienna działalność – i jak zmieniała się ona na przestrzeni 800 lat?
Początki wyglądały inaczej niż dzisiaj. W czasach wypraw krzyżowych franciszkanie byli kapelanami, głosili kazania, sprawowali liturgię. Ich możliwości były jednak ograniczone, ponieważ wyjście poza mury twierdz często oznaczało śmierć.
Po wycofaniu się krzyżowców bracia pozostali w Ziemi Świętej. W 1342 r. papież Klemens VI bullami „Gratias agimus” i „Nuper carissimae” oficjalnie uznał ich za przedstawicieli Kościoła katolickiego na tych terenach. Tak ukształtowała się Kustodia Ziemi Świętej.
Z czasem misja objęła również duszpasterstwo, edukację, pomoc medyczną i działalność charytatywną. Franciszkanie pomagali katolikom, prawosławnym, ormianom i koptom. Już w XV w. w klasztorze jerozolimskim działała apteka, a dokument papieski z 1570 r. zezwalał im na leczenie muzułmańskich kobiet. Na tamte czasy była to decyzja bardzo odważna. Muzułmanie nazywali nas „braćmi od sznura”, nawiązując do sznura noszonego przez zakonników.
Często słyszymy, że opiekujemy się tylko „martwymi kamieniami”, czyli sanktuariami i zabytkami. Tymczasem równie ważni są dla nas ludzie – „żywe kamienie”, czyli chrześcijanie w Ziemi Świętej.
Dziś Kustodia prowadzi 28 parafii i 11 szkół, gdzie uczy się ponad 16 tys. uczniów i studentów. Są także szpitale, domy opieki, sierocińce i domy pielgrzyma. Z naszej edukacji korzystają także muzułmanie. Rodziny arabskie chętnie posyłają dzieci do franciszkańskich szkół, ponieważ wiedzą, że otrzymają tam dobre wykształcenie. Staramy się zarówno Izraelczykom, jak i Palestyńczykom pokazywać, że chrześcijanie nie są dla nikogo zagrożeniem. Naszą rolą jest służba.
W swojej najnowszej książce „Kustodia Ziemi Świętej. 800 lat historii” pokazuje Ojciec zarówno dzieje franciszkanów, jak i realia, w których przyszło im żyć. Co podczas pracy nad kolejnym wydaniem okazało się dla Ojca najbardziej fascynujące albo zaskakujące?
Najbardziej uderzająca jest zmienność świata, w którym żyli nasi bracia. Po wyprawach krzyżowych władzę przejęli mamelucy z Egiptu, później Turcy osmańscy, następnie nadszedł mandat brytyjski, a w 1948 r. powstało państwo Izrael. Każdej epoce towarzyszyły wojny i napięcia. Za każdym razem trzeba było odnaleźć się w nowych realiach, zachować parafie i szkoły, a przede wszystkim nie zostawić miejscowych chrześcijan samych. Franciszkanie przetrwali dlatego, że potrafili dostosować się do nowych warunków, nie tracąc z oczu tego, po co przybyli do Ziemi Świętej.
Jako wieloletni dyrektor Archiwum Kustodii ma Ojciec dostęp do dokumentów, które pozwalają spojrzeć na historię Ziemi Świętej z bardzo bliska. Czy jest świadectwo lub wydarzenie, które szczególnie mocno pokazuje, czym przez wieki była obecność franciszkanów w tym miejscu?
Posiadamy wiele niezwykłych świadectw. Szczególnie interesujące są tzw. firmany, czyli dokumenty wydawane przez sułtanów.
Pisano je alfabetem arabskim, ale w języku tureckim. Regulowały prawa franciszkanów do miejsc świętych, możliwość sprawowania liturgii czy prowadzenia remontów.
Mamy także ponad 150 bulli papieskich oraz korespondencję z europejskimi władcami. Zachowało się około 40 listów kustoszy Ziemi Świętej do Jana III Sobieskiego, Marysieńki, prymasa Polski i episkopatu z prośbami o pomoc. Polska była wówczas postrzegana jako przedmurze chrześcijaństwa. Jej bezpieczeństwo miało znaczenie również dla Ziemi Świętej.
Takie dokumenty są dla historyka bezcenne. Pozwalają zobaczyć nie tylko wielką politykę, ale przede wszystkim codzienne problemy, z jakimi musieli mierzyć się franciszkanie. Właśnie na podstawie tych źródeł powstała moja książka.
Franciszkanie przez wieki budowali swoją pozycję przez obecność, pomoc i relacje z miejscową ludnością. Czy zasada „pokój i dobro” nadal wyznacza kierunek ich posługi w Ziemi Świętej?
Tak. „Pokój i dobro” to nie tylko pozdrowienie franciszkańskie, ale sposób naszej obecności. Nie możemy rozwiązać konfliktów politycznych ani militarnych, ale jesteśmy blisko ludzi, pomagamy im, prowadzimy szkoły, parafie i działalność społeczną. Nie opowiadamy się po żadnej ze stron konfliktu. Chcemy służyć człowiekowi.
W świecie arabskim często słyszymy wobec franciszkanów słowo „abuna”, czyli „ojcze”. Oznacza ono kogoś, kto troszczy się o innych, pomaga i daje poczucie bezpieczeństwa. Używają go również muzułmanie. To piękny znak zaufania budowanego przez stulecia.
Po 7 października 2023 r. sytuacja w Ziemi Świętej dramatycznie się zmieniła, a konflikt i jego konsekwencje dotknęły także chrześcijan. Jak dziś wygląda ich życie i z jakimi problemami zwracają się do franciszkanów?
Trzeba rozróżnić sytuację chrześcijan w państwie Izrael od tych, którzy żyją na terenach okupowanych, m.in. w Betlejem, Nablusie czy Ramallah. Ci pierwsi, jako obywatele Izraela, funkcjonują w ramach izraelskiego systemu prawnego.
Znacznie trudniej mają mieszkańcy terenów palestyńskich, gdzie dochodzi do ataków ze strony żydowskich osadników i bojówek: do napadów na wsie, niszczenia drzew oliwnych i samochodów. Są to próby wypierania chrześcijan z tej ziemi. W Ramallach, miejscowości położonej niedaleko Jerozolimy, próbowano podpalić kościół, a 31 maja, podczas procesji kończącej miesiąc maryjny, wojsko zabroniło mieszkańcom opuszczania domów.
To szczególnie bolesne, ponieważ chrześcijanie nie są stroną konfliktu. Nie uczestniczą w walkach, a mimo to znajdują się pod ogromną presją środowisk skrajnych – religijnie i politycznie.
W książce uwzględnił Ojciec także najnowsze wydarzenia, w tym konflikt z Iranem. Jak obecna eskalacja wpływa na działalność Kustodii oraz bezpieczeństwo samych zakonników?
Pozostajemy na miejscu. To nasz obowiązek – być solidarnymi z miejscową ludnością i jednocześnie strzec sanktuariów. Gdyby zabrakło tam franciszkanów, miejsca święte mogłyby szybko zostać przejęte przez Żydów. Idea, która przyświecała pierwszym braciom, jest więc dziś jeszcze bardziej aktualna.
Oczywiście istnieje zagrożenie związane z rakietami i dronami. Dzięki Bogu do tej pory obyło się bez strat w naszej wspólnocie. Sam usłyszałem alarm, gdy wracałem ze Starego Miasta do klasztoru. Syreny zastały mnie w parku – byłem zupełnie sam, bez żadnej osłony. Niebezpieczne są także odłamki zestrzelonych rakiet. Patrzyłem, jak obrona powietrzna niszczy nadlatujący pocisk. Na szczęście nic się nie stało, ale był to moment, w którym poczułem, że zagrożenie jest naprawdę blisko.
W sytuacji konfliktu mówi się głównie o stronach sporu, tymczasem pomiędzy nimi żyją ludzie. Czego najbardziej potrzebują dziś chrześcijanie w Ziemi Świętej?
Przede wszystkim solidarności – świadomości, że świat o nich pamięta. Na terenach okupowanych działania skrajnych grup są bezpardonowe. Nie patrzą, czy ich ofiarami są chrześcijanie, czy muzułmanie. Realizują swój program, przekonani, że ta ziemia należy do nich. Można powiedzieć, że idą z Biblią w jednej ręce i karabinem w drugiej, uzasadniając przemoc własną interpretacją Pisma Świętego. To walka bezlitosna.
Z drugiej strony potrzebują konkretnej pomocy. Szczególnie trudna jest sytuacja chrześcijan w Betlejem, którzy żyli głównie z pielgrzymów. Dziś, kiedy ich nie ma, przychodzą do parafii i proszą o wsparcie. W ciągu ostatniego roku z Betlejem wyjechało ponad 300 rodzin chrześcijańskich, czyli ponad 2 tys. osób.
To ogromne niebezpieczeństwo. Bez miejscowych chrześcijan Ziemia Święta straci coś najważniejszego – ludzi, którzy od pokoleń są częścią tej ziemi i jej historii.
Po 800 latach obecności franciszkanów w Ziemi Świętej, patrząc jednocześnie na jej dramatyczną teraźniejszość – czego Ojciec najbardziej się obawia, jeśli chodzi o przyszłość chrześcijan w tym miejscu, a co daje Ojcu nadzieję, że ich obecność tam przetrwa?
Boję się właśnie dalszego odpływu chrześcijan. Mam jednak nadzieję, że zmiana polityki Izraela, również pod wpływem opinii międzynarodowej, pozwoli ten proces zatrzymać. Bardzo niepokojąca jest polityka ministra Itamara Ben-Gwira. Jego plan zakłada najpierw usunięcie Arabów ze Strefy Gazy, następnie z terenów okupowanych, później z terytorium Izraela, a w dalszej kolejności także tych, którzy niosą im pomoc – i tutaj wskazywał również na nas, franciszkanów. Hasło „Izrael tylko dla Żydów” jest ogromnym zagrożeniem. W praktyce widzimy już problemy zakonników z wizami i prawem pobytu, a także ataki na kościoły i duchownych. To wszystko pokazuje, jak trudna jest dziś sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej.
Jak możemy ich wesprzeć?
Jedną z najprostszych form pomocy jest kupowanie produktów wykonywanych przez chrześcijan z Ziemi Świętej, zwłaszcza pamiątek z Betlejem. Istnieją organizacje, które sprowadzają je lub sprzedają online. Dzięki temu pieniądze trafiają do rodzin, które z powodu braku pielgrzymów straciły dochody. To niewielki gest, ale dla konkretnego człowieka może oznaczać możliwość utrzymania rodziny i pozostania w ojczyźnie. Oczywiście niezwykle ważna jest również modlitwa, o którą bardzo prosimy.
Źródło: Echo Katolickie 34/2026
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.