Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Alexandra Lapierre
łumacz: Agnieszka Trąbka

LUDZIE HONORU

ISBN: 978-83-7505-687-7
wyd.: Wydawnictwo WAM 2011

Spis wybranych fragmentów
Od autorki
Równina w Wielkiej Czeczenii
Okup
Księga pierwsza. Lata nauki


Okup

Wrogowie zbliżyli się do siebie. Każdy badał nieprzyjaciela, przyglądając mu się nieufnie.

Gdy książęta, baron i porucznik podeszli już do uschniętego drzewa, mogli dostrzec w powozach przytulone do siebie sylwetki dwadzieściorga trojga kobiet i dzieci.

Czeczeni zwarli szeregi. Nie pozwolili Rosjanom zbliżyć się do zakładników, wśród których były książęce małżonki, siostry, córki i siostrzenice porwane przez Szamila ubiegłego lata i przetrzymywane w niewoli od ośmiu miesięcy.

Argument przetargowy.

Jeden z synów imama, groźny wojownik, choć zaledwie dwudziestoletni, blady i zdenerwowany, powitał książąt, kładąc dłoń na sercu. Mówił w języku awarskim, którego tamci nie rozumieli. Jego przemowa zdawała się trwać bez końca. Tłumacz przekładał tylko urywki zdań, jedynie to, co uznawał za najważniejsze:

— Mój ojciec każe wam powiedzieć, że otrzymujecie wasze kobiety czyste niczym lilie i chronione przed każdym spojrzeniem jak gazele na pustyni.

Radość, a zarazem wściekłość i pragnienie zemsty rozpierały serca słuchaczy. Skinęli głowami bez słowa.

Porucznik oddalił się powoli od grupy Rosjan. Skłonił się przed synem imama... Swoim bratem.

Dwaj synowie Szamila uścisnęli się. Nie widzieli się od szesnastu lat i w innych okolicznościach nie rozpoznaliby, ale teraz ten chłodny uścisk przyprawił obu o dreszcz.

Czeczeński żołnierz, który na początku dał sygnał do rozpoczęcia wymiany, podał porucznikowi czerkieskę i poprosił, aby ten się nią okrył. Młody człowiek, który zapomniał już swojego ojczystego języka, odwrócił się do tłumacza i spojrzał na niego pytająco.

— Imam — wyjaśnił tłumacz — chce widzieć swojego pierworodnego syna tylko w stroju narodowym.

Młody człowiek zaprotestował.

— Jak miałbym się rozebrać tutaj, na oczach wszystkich?

— Życzenia imama są dla nas rozkazami... Zobaczycie wkrótce, że nikt nie odmawia posłuszeństwa waszemu ojcu. Nikt.

Porucznik zeskoczył z konia. Czeczeni stłoczyli się wokół niego, tworząc zwarty osłaniający go krąg. Nie może, nie powinien zachować niczego ze swojej rosyjskiej przeszłości. Niczego. Ani butów, ani ostróg, ani epoletów. Koniec z kolorowymi błyskotkami. Koniec ze złotem i purpurą! Rozpinał po kolei guziki munduru, odpiął klamrę i zdjął pas. Rozwiązał sznurówki, których miedziane skuwki lśniły w promieniach słońca.

Po chwili krąg się rozstąpił. Oczom wszystkich ukazał się... czeczeński wojownik. Metamorfoza była całkowita.

W sięgającym kolan czarnym płaszczu, miękkich butach, ciasno spięty w szczupłej talii skórzanym pasem, z bandolierami na piersi i sztyletem u pasa młody człowiek wydawał się bliźniaczo podobny do otaczających go jeźdźców. Każdy wziąłby go za jednego z nich. Miał ich mocną sylwetkę, nerwowe ruchy, tę samą zręczność i prawdopodobnie również tę samą wytrzymałość.

Ale pod ciężką baranią czapą twarz byłego porucznika wydawała się bledsza i szczuplejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Jego towarzysze z pułku, przyjaciele z dzieciństwa, koledzy, z którymi się wychowywał na rosyjskim dworze, byli przy nim po raz ostatni.

Jeden z nich, odpinając swój pas, wręczył mu szablę:

— Zachowaj ją... na pamiątkę.

Przyjaciel porucznika, któremu wzruszenie nie pozwalało mówić swobodnie, próbował jeszcze żartować:

— Ale zaklinam cię: nie przeszyj nią nikogo z naszych!

— Ani z naszych... — odpowiedział poważnie młody człowiek.

Poruszony tym pożegnaniem, o którym wiedział, że jest ostateczne, powtórzył:

— Ani z naszych... ani z ich.

Wskoczył na konia. Przeznaczony dla niego biały wierzchowiec czystej krwi, który rżał, czekając na brzegu, poprowadził go w stronę plamy cienia, gdzie czekał na niego Szamil.

Imam także był poruszony. Drżał z miłości, drżał ze strachu i z niecierpliwości. Jego ukochany syn, którego wyrwali mu wrogowie tak dawno temu! Jak Rosjanie wychowali jego dziedzica, dumnego, ośmioletniego chłopca, którego sam musiał im wydać jako zakładnika? Czy pierworodny syn imama Szamila został giaurem? Niewiernym psem... renegatem... zdrajcą?

Zanim podszedł pokłonić się ojcu, jak tego wymaga muzułmański obyczaj, młody człowiek przyglądał się przez chwilę powozom, w których wciąż tkwiły porwane księżne. Stojąc w milczeniu, wyglądały jak rzeźby.

Przenikając wzrokiem długie chusty, które zasłaniały ich twarze, pożerały wzrokiem swojego wybawiciela. Znały go. Tańczyły z nim mazurki podczas balów w Pałacu Zimowym. W ich oczach pod zasłonami szkliły się łzy. Łzy szczęścia, wdzięczności, podziwu i współczucia...

Wiedziały, że został oderwany od swojego narodu i pod przymusem zawieziony do Petersburga. Wiedziały, że w Rosji żył nowym życiem jako wykształcony oficer, miłośnik muzyki Glinki i poezji francuskiej. Wiedziały, że car uważał go za swojego przybranego syna: członka cesarskiej rodziny, porucznika carskiej armii, do której w pełni należał.

Wiedziały, że teraz jego wyrzeczenie się świata, którego wszystkie wartości wcześniej przyjął, niosło im ratunek.

Wiedziały także, że car Mikołaj zostawił mu wolny wybór, a młody człowiek mógł nie zgodzić się na wymianę. I że dziś, w tym momencie, syn imama poświęcał dla nich swoje życie.

Jedna z trzech księżnych wiedziała jeszcze coś innego. Wiedziała, ze kiedyś ją kochał.

Teraz widziała, jak do nich podchodzi, i przypominała sobie tajemnice, które dzielili z sobą podczas krótkich sielankowych chwil.

Postać tego czarnego jeźdźca zmierzającego ku losowi, którego miał nadzieję uniknąć, przypomniał księżnej jeszcze inny obraz: małego chłopca rzuconego przez fatalny los w świat, którego nigdy nie powinien poznać. Było to szesnaście lat temu... Czeczeńskie dziecko jechało konno wyżłobioną w kamieniach ścieżką biegnącą od posterunku swojego ojca do obozu armii rosyjskiej.

Za nim członkowie jego umęczonego narodu gnili porzuceni i pozbawieni pochówku na skałach w kolorze popiołu. Nie płakał. Miał przy sobie szablę i nóż. Zabije ich wszystkich. Pełen dumy, pełen lęku i nienawiści mały chłopiec dojechał do obozu swoich katów.

Dziś musi przebyć tę samą drogę. Tyle że w odwrotnym kierunku. Wracał do dzieciństwa, czując, jakby równocześnie szedł naprzód i cofał się. Będzie musiał zapomnieć wszystko, co przeżył podczas tych szesnastu lat, czego nauczył się u zaborców. Znowu zapomnieć wszystko.

Minął zakładniczki. Przez krótki moment te dwa światy się połączyły: nic ich od siebie nie różni, nic nie odróżnia ich od niego, czeczeńskiego jeźdźca, który wśród zakrytych kobiet szuka swojej pierwszej miłości i rozpoznaje ją pod chustą.

Przejeżdżając koło niej, zatrzymał konia.

Bez słowa wymienili długi ukłon: pożegnanie Warenki, zakładniczki Szamila i córki księcia Gruzji, z Dżamal al-Dinem, zakładnikiem cara i synem imama.

opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: konflikt wojna Czeczenia Kaukaz powieść historyczna
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W