Opoka - Portal katolicki
opoka.news
Pekao

Tomasz Fiałkowski

Świat oswojony

Ta fotografia zrobiła karierę, reprodukowano ją i nagradzano. Teraz została przypomniana. Któryś z portali objaśnia: „Wisława Szymborska łapie się za głowę po otrzymaniu wiadomości o Nagrodzie Nobla”.
No, nie całkiem tak.

1

 W październikowy czwartek jak co roku czekaliśmy w redakcji na wiadomość ze Sztokholmu — Nobel literacki zawsze podnosi ciśnienie. Tym razem w południe ciśnienie wzrosło nam bardziej niż zwykle, po telefonie Jacka Żakowskiego: podobno Szymborska! Teraz i my zaczęliśmy telefonować. Wybierając numer do Barańczaków, uświadomiłem sobie, że w Bostonie jest godzina wczesnoporanna. Ania Barańczakowa, która podniosła słuchawkę po dłuższej chwili, nie była zbyt zadowolona. Wiadomość poprawiła jej humor, ale i tak na koniec usłyszałem: Jeśli to nieprawda, chyba cię zamorduję. O 13.00 okazało się jednak, że będę żył dalej...

2

 O 13 h wiadomość że Szymborska! — pisał Jerzy Turowicz do przebywającej wtedy w Rzymie żony. — Szaleństwo, telefony, ludzie się kręcą, chłopcy postanowili jechać do niej do Zakopanego, ja też miałem ochotę, ale byłem umówiony do Maszyc [mieszkali tam Ewa i Zbigniew Preisnerowie] i bym nie zdążył. Natomiast o 13-tej właśnie u »Zwierzynka« [tj. w restauracji Wierzynek] było party z okazji święta RFN. Więc tam poszedłem z opóźnieniem, powiedziałem konsulowi Hölscherowi o Szymborskiej, wpadł w zachwyt i zażądał, żebym to obwieścił ludowi (a było tam 200 albo 300 osób!). No więc przez mikrofon wygłosiłem komunikat: »Annuntio vobis gaudium magnum...«”.

Tymczasem trzyosobowa delegacja — Bronisław Mamoń, kierujący wówczas naszym działem kultury, literaturoznawczyni prof. Teresa Walas, oboje zaprzyjaźnieni z Wisławą Szymborską, i ja — wyruszyła redakcyjnym samochodem do Zakopanego, zaopatrzona w storczyki, róże i list od redaktora naczelnego. Gdy przed 16.00 dotarliśmy do „Astorii”, w spokojnym zwykle Domu Pracy Twórczej kłębił się tłum dziennikarzy i kamerzystów, w służbowym pokoiku kierowniczki działało zaimprowizowane studio radiowe, a noblistka odbierała kolejny telefon. Wkrótce udało się jednak złożyć jej gratulacje, potem zaś Adam Golec z „Gazety Wyborczej” zrobił owo słynne zdjęcie, uwieczniając Szymborską w oku cyklonu, a przy okazji także i nas.

Był jeszcze toast wzniesiony soplicą, przemyconą do pokoju Marii Kaloty-Szymańskiej, poetki z Bydgoszczy, no i konferencja prasowa, zaimprowizowana w pensjonatowej jadalni. Prowadziła ją Teresa, zaczynając od usprawiedliwienia: „Nie mam żadnej wprawy w prowadzeniu konferencji prasowych laureatów Nobla”. Krótką wypowiedź Szymborskiej dla „TP” — publikowaną obok — nagraliśmy w jej pokoju. „W tej chwili myśl o Leśmianie daje mi dystans do wszystkiego, co mnie spotyka”... Ten dystans umiała konsekwentnie zachować przez następne lata. A swoją drogą trop Leśmianowski, przywołany w sytuacji tak szczególnej, wart jest uwagi — warto choćby porównać sposób, w jaki Leśmian i Szymborska traktują słowo, jak mu się ze wszystkich stron przyglądają, jak wykorzystują metodę paradoksu i przekształcają utarte związki frazeologiczne.

3

 Z tamtego szalonego jesiennego dnia zapamiętałem szczególnie jedno: wzruszenie Wisławy Szymborskiej, gdy wręczaliśmy jej list od Jerzego Turowicza. „Ach, ten Jerzy, czym ja sobie na to zasłużyłam” — w tym westchnieniu nie było kokieterii ani fałszywej skromności, raczej odbicie pięknej relacji, w które obie strony żywią dla siebie podziw i szacunek. Turowicz, czytelnik doskonały i stawiający literaturze najwyższe wymagania, wierszami Szymborskiej szczerze się zachwycał. Oboje też mieli w sobie szczególne ciepło wewnętrzne i wrażliwość połączoną z rodzajem — tak! — nieśmiałości.

Ich znajomość sięgała pierwszych lat powojennych i krakowskiej drukarni, gdzie oboje pełnili redakcyjne dyżury — Szymborska jako współpracowniczka „Dziennika Polskiego” czy też może sekretarz dwutygodnika „Świetlica Krakowska”. Minęło jednak wiele lat, nim jej teksty pojawiły się w „Tygodniku”, choć od 1969 r. publikował tu regularnie człowiek jej najbliższy, Kornel Filipowicz. Stało się to już po kilkumiesięcznej przerwie w wydawaniu naszego pisma, spowodowanej stanem wojennym. Szymborska i Filipowicz jeszcze przed Sierpniem wsparli swymi nazwiskami działania opozycji, sygnując w grudniu 1975 protest przeciw zmianom w konstytucji, a potem deklarację założycielską Towarzystwa Kursów Naukowych. Po zawieszeniu, a następnie likwidacji Związku Literatów Polskich, uczestniczyli w niezależnych działaniach, występowali w mówionym piśmie „NaGłos”, publikowali w pismach drugiego obiegu. Lata martwoty kultury oficjalnej były zarazem latami bujnego życia towarzyskiego, integracji rozmaitych środowisk, zawiązywania nowych przyjaźni. Obecność Szymborskiej na łamach „TP” stała się czymś naturalnym.

Najpierw był przekład fragmentów „Les tragiques”, poematu Agrippy d'Aubignégo, francuskiego poety z przełomu XVI i XVII w., żarliwego hugenoty, potem wiersz „Schyłek wieku” („Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek. / Już tego dowieść nie zdąży”), potem następne. Szczególnie mocno zabrzmiał wtedy wiersz „Do arki”:

Jak okiem sięgnąć, woda i horyzont w mgle.

Do arki: plany na odległą przyszłość,

radości z różnic,

podziwie dla lepszych,

wyborze nieścieśniony do jednego z dwojga,

przestarzałe skrupuły,

czasie do namysłu

i wiaro, że to wszystko

kiedyś jeszcze się przyda.

 

Odtąd „Tygodnik” znalazł się w szczupłym gronie pism, którym Szymborska powierzała wiersze z kolejnych, długo wyczekiwanych zbiorów. Pomiędzy „Ludźmi na moście”, gdzie znalazły się utwory wyżej zacytowane, a „Końcem i początkiem” minęło 7 lat. Na książkę następną, „Chwilę”, czekać trzeba było lat 9 — no ale po drodze przydarzył się Nobel, po którym poetka na 2 lata zamilkła. Pomiędzy ogłoszeniem werdyktu a wręczeniem nagrody w Sztokholmie, 18 listopada 1996 r. w krakowskim Starym Teatrze odbył się wieczór autorski noblistki. Szymborska czytała wiersze i limeryki, o jej poezji mówili Stanisław Balbus i Marian Stala. Na koniec urządzono loterię — i Jerzy Turowicz wylosował książkę z autografem! Do dziś podejrzewam, że wynik losowania nie był dziełem przypadku...

4

 Przyjaźń poetki z Naczelnym „TP” miała nieoczekiwany i wzruszający finał. Tak się bowiem złożyło, że w Księdze Domu, którą państwo Turowiczowie prowadzili od czasów przedwojennych — najpierw w mieszkaniu przy alei Słowackiego, potem w Goszycach, a po wojnie przy ul. Lenartowicza — ostatnimi wpisami dokonanymi za życia gospodarza są wpisy Wisławy Szymborskiej i Teresy Walas. „Wierszyk będzie następnym razem” — napisała poetka. Następnego razu już jednak nie było. A dzisiaj my z kolei drukujemy ostatni wiersz, jaki dała nam Wisława Szymborska, „Mapę”. Wiersz o świecie oswojonym, który, choć nieprawdziwy, pozwala znieść ten prawdziwy — nie do oswojenia i nie do zniesienia.             

Tomasz Fiałkowski (1955) jest krytykiem literackim, członkiem redakcji „TP”, gdzie m.in. tworzy rubrykę „Wśród książek”. W tym roku ukaże się biografia Jerzego Turowicza jego autorstwa.

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: poezja literatura Tygodnik Powszechny Jerzy Turowicz Wisława Szymborska Literacka Nagroda Nobla Księga Domu
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W