Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

"Tygodnik Powszechny" nr 24/2009


Michał Olszewski


Ołtarz z plecaków




Tajemnica Wandy Półtawskiej: ciągłe życie na emocjonalnej krawędzi, w świecie zdominowanym przez czerń i biel. Czy jest kolejną postacią w szeregu szaleńców Bożych?


Na razie wszystko wskazuje na to, że zrealizowany przez Wandę Różycką-Zborowską biograficzny film „Duśka” nie zostanie pokazany w żadnej z telewizji i zyska miano półkownika. Półtoragodzinny dokument o Wandzie Półtawskiej nie ma szczęścia – od ubiegłego roku reżyserka słyszy, że warto byłoby film pociąć na części, przy okazji usuwając niektóre fragmenty, albo przynajmniej osłabić przekonanie, które mimowolnie nasuwa się po ostatniej scenie: niezależnie od tego, czy Półtawska budzi sympatię, czy też niechęć, czy jej poglądy uznajemy za słuszne, czy niebezpieczne, pozostaje wrażenie obcowania z kobietą ogarniętą płomieniem, widocznym nawet w chwilach, kiedy odpoczywa w fotelu, spoglądając na swój ukochany Beskid Wyspowy. Po publikacji „Beskidzkich rekolekcji” sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej i sama reżyserka nie oczekuje, by największe telewizje zdecydowały się na emisję filmu o postaci, która może być uznana za przyczynę spowolnienia procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II.

Powyżej kostki

Po raz pierwszy Półtawska skoncentrowała na sobie uwagę na początku lat 60., wydając sporządzone w 1945 r. wojenne wspomnienia „I boję się snów”, jedną z najważniejszych polskich książek o życiu obozowym. Autorka precyzyjnie opisała w niej swoje dramatyczne przeżycia z obozu w Ravensbrück. W relacji uderza szczegółowość – Półtawska pamięta wszystko, począwszy od „zgrzytu ciężkich, kutych, zabytkowych drzwi” w lubelskim zamku, ówczesnej siedzibie gestapo, gdzie torturowano ją za konspiracyjną działalność, poprzez nazwiska więźniarek, nieznaną rękę w gabinecie lekarskim machającą rozpaczliwie na pożegnanie w godzinie wyjazdu do obozu; pamięta transport, daty, godziny, nazwiska niemieckich lekarzy i pielęgniarek, okoliczności, w których została wybrana na królika doświadczalnego; pamięta dawki leków i zapach zakażonych ciał, pragnienie, by pójść na druty.

Na widok esesmana wrzucającego do pieca niemowlę przysięga Bogu, że jeśli przeżyje, będzie walczyć o życie każdego dziecka.

„Tej nocy zrodziła się nowa tęsknota – wspomina jeden z najtrudniejszych momentów w obozowym szpitalu. – Tęsknoty były różne. Miały sto twarzy i tysiąc odcieni. Znałyśmy je wszystkie. Żyły w naszych sercach i gryzły, jedne kąśliwe jak duże czerwone mrówki, inne – jak wiejskie wściekłe psy, a jeszcze inne kłuły tysiącem niewidocznych igieł. Były tęsknoty czerwone – do miłości, do pocałunków, do pieszczot. Złote – do szczęścia, domu, do ciepła. Błękitne – do lasów zielonych, wrzosowisk, przestrzeni. Zielone – do książki, teatru, muzyki. Były też małe, śmieszne tęsknoty do czarnej kawy, do sukni balowej, do kolorowych szmatek. (…) Ale ta była nowa, czarna – tęsknota do śmierci. Chciałam umrzeć, nie być, zginąć bez śladu”.

Jest w filmie jeden moment, w którym widać pamiątkę po eksperymentach: Półtawska raźno maszeruje przez góry, na prawej nodze rysuje się wyraźne wgłębienie. „4-6 cm powyżej kostki, nie szyte, długości około 15 cm”.

Zaraz po wojnie uciekła z Lublina do Krakowa. Nie mogła znieść spotkań z rodzinami koleżanek, które zginęły w obozach.

Prześwietlenie głowy

Równie ważne jak to, co w filmie się znalazło, jest to, czego w nim nie ma.

Duśka” z filmu to kobieta szaleńczo aktywna, jeździ nieustannie po kraju z odczytami o ojcu Pio, Janie Pawle II, duchowej istocie miłości, wygłaszając je surowym, niskim głosem. W Rzymie, Ravensbrück, na beskidzkiej przełęczy Rydza-Śmigłego, w Lublinie i Krakowie – nawet w domu sprawia wrażenie niesłychanie skoncentrowanej i napiętej. Na pytania zza kadru reaguje z irytacją, w Ravensbrück rzuca jednocześnie umęczone i pełne wyższości: „Co wy wiecie?”. Uśmiecha się tak, jak na zdjęciach sprzed wojny, wąskim, jakby pełnym samokontroli uśmiechem. Przypomina żołnierza oddanego sprawie. Żołnierza lub, można również powiedzieć, apostoła. Sprawia wrażenie kobiety, która nie jest zainteresowana światem rozterek i wahań. Od katolików wymaga nieprzejednanej postawy wobec aborcji, eutanazji, ciągle podkreśla, że miłość jest zjawiskiem duchowym, a nie fizycznym.

O tym, jak bezwzględna potrafi być Półtawska, świadczy fragment „Beskidzkich rekolekcji”, książki-medytacji, pełnej mistycznych rozważań o naturze boskiej miłości i metafizyce przyrody: „A potem kiedyś na tę samą aufzjerkę patrzyłam zachłannie, gdy ktoś raz przyprowadził jej córeczkę – dziecko może trzy-, czteroletnie w czerwonej szubce. Ta kobieta, która przed chwilą i za chwilę tłukła pejczem stare kobiety i wyciągała je z szeregu, skazując na śmierć, bo to właśnie był moment selekcji, z tkliwym uśmiechem wzięła dziecko na moment na ręce. Była to zupełnie inna twarz tej samej, przed chwilą okrutnej kobiety, teraz rozjaśniona takim uśmiechem, o który tej okrutnej wobec nas kobiety w ogóle nie podejrzewałam.

Patrzyłam...

Wiele lat potem, gdy słuchałam okrutnych wypowiedzi feministek w polskim parlamencie, widziałam zawsze obraz tamtej aufzjerki, która całując dziecko, za chwilę skazywała ludzkie życie na zagładę. Teraz, tak samo mówiąc piękne słowa o wolności kobiety, skazywały niewinne dziecko na śmierć”.

Józefa Hennelowa: – Już wtedy, w latach 60., była zdecydowana, czarno-biała. To różniło ją od środowiska „Tygodnika Powszechnego”, skierowanego ku ludziom, którzy mają wątpliwości. Nasze drogi przecinały się w wielu miejscach, ale działaliśmy różnymi metodami. Wielkość Wojtyły polegała również i na tym, że otaczał się ludźmi z różnych środowisk.

Andrzej Wielowieyski: – Opinia, że między zwolennikami antykoncepcji a twórcami komór gazowych istnieje podobieństwo, nie jest nowym pomysłem i pojawiła się już 30 lat temu. Byłem zawsze przeciwnikiem takiego myślenia, miałem opinię liberała i pewnie dlatego Półtawska traktowała mnie z nieufnością, tym bardziej że nie podobały mi się jej metody wychowawcze, za dużo było w nich strachu. Łatwo wpadała w irytację, a wtedy przestawało być przyjemnie. Jeden z moich znajomych wszedł z nią kiedyś w polemikę, a ona zaproponowała mu prześwietlenie głowy.

Jednoznaczne imperatywy

Zaraz po wojnie Półtawska udziela się już w bardzo różnych dziedzinach. Powraca do przedwojennego rytmu, jakim żyła w Lublinie, dzieląc swój czas między harcerstwo, Kościół, wycieczki z ojcem i szkołę.

W filmie opowiada o swoim głodzie życia, który sprawił, że zaraz po powrocie z obozu rzuca się w wir pracy. W Krakowie studiuje jednocześnie psychiatrię, psychologię, filozofię, prowadzone już w duchu marksistowskim nauki polityczne, bierze udział w kursach tomistycznych u dominikanów. Wychodzi za mąż za młodego filozofa Andrzeja Półtawskiego.

W kościele św. Floriana poznaje księdza Karola Wojtyłę, duszpasterza lekarzy i studentów medycyny. Za jego namową zaczyna codziennie chodzić na Mszę. Wojtyła, podobnie jak Półtawska, jest szczególnie wrażliwy na los dzieci. Wspólnie zakładają ochronkę dla samotnych matek, które chcą urodzić dziecko. Młoda lekarka po skończeniu studiów pracuje w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie, bada „dzieci oświęcimskie”, jednocześnie zaczyna pracę w Poradni Małżeńskiej, wykłada medycynę pastoralną na Wydziale Teologicznym, pracuje w Poradni Wychowawczo-Leczniczej UJ. W KiK-u wygłasza odczyty na temat współczesnej rodziny i jej najważniejszych problemów. W międzyczasie, po tym jak o. Pio modli się na prośbę Karola Wojtyły o jej uzdrowienie, wychodzi z choroby nowotworowej. W czasach, kiedy ginekolodzy zaraz po stwierdzeniu: „Jest pani w ciąży” pytają: „Usuwamy?”, organizuje Instytut Teologii Rodziny na Wydziale Teologicznym. Przez 10 lat jest radną miejską.

Kiedy kard. Karol Wojtyła zostaje papieżem, Półtawska urasta do roli jednej z najbardziej wpływowych postaci w Watykanie: ma bezpośredni dostęp do Jana Pawła II, nie boi się interweniować, potrafi być zdecydowana. To dzięki niej Papież podejmuje decyzję w sprawie oskarżanego o molestowanie kleryków arcybiskupa Paetza.

Od 1945 r. pracuje w szaleńczym rytmie, wyjeżdża z Krakowa, biegnie, wraca, znowu ślęczy nad kalendarzem, kierowana jednoznacznymi imperatywami: ciało powinno być poddane woli Ducha Świętego, a nie światu materialnemu; seks musi być pochodną miłości, a nie jej centrum; życie ludzkie jest nienaruszalne pod żadnym pozorem. Ludzie muszą o tym wiedzieć.

Zarówno w filmie „Duśka”, jak i „Rekolekcjach beskidzkich” jedną z głównych ról odgrywa górski las. Półtawska, wychowana przez ojca w miłości do gór, traktuje przyrodę Beskidu Niskiego i Wyspowego z wielką czcią. Mimo wieku, szybkim krokiem idzie między ociekającymi wilgocią drzewami, wraca po wielokroć do tych samych miejsc. Mogielica, Jasień, Uklejna, okolice Rymanowa, górny bieg Wisłoka.

Miejsca w „Beskidzkich rekolekcjach”, w których Półtawska odsłania się być może najbardziej, zostawiając za sobą wizerunek twardej kobiety o zaciętych ustach, dają się opowiedzieć następująco: najpiękniejszy ołtarz to ten zbudowany z plecaków, gdzieś między drzewami, z odprawiającym Mszę Karolem Wojtyłą, który w góry nigdy nie brał ze sobą biskupiego pierścienia. 

WSPÓŁPRACA TOMASZ PONIKŁO


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie wiara Bóg cierpienie Karol Wojtyła obozy szaleniec Boży Wanda Półtawska Papież Jan Paweł II