Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tomasz Ponikło
Artur Sporniak

Ekskomuniki nie będzie

Ekskomunika „wiążąca mocą samego prawa” musi być przez to prawo odniesiona do konkretnego czynu.
Nie ma kanonu mówiącego o ekskomunice za uchwalanie niemoralnych ustaw.

października Sejm skierował do prac w komisjach projekty ustaw bioetycznych, regulujących m.in. przeprowadzanie zabiegów sztucznego zapłodnienia in vitro, zgłoszone przez Małgorzatę Kidawę-Błońską, Jarosława Gowina (oboje z PO) i Bolesława Piechę (PiS). Piecha przewiduje zakaz wykonywania zabiegów (choć dopuszcza adopcję zarodków już istniejących), Gowin dopuszcza in vitro pod pewnymi warunkami, a Kidawa-Błońska opowiada się za jego szeroką dostępnością. Odrzucony został jedynie projekt Teresy Wargockiej (PiS), który zakazywał zabiegu i przewidywał konsekwencje karne dla zaangażowanych weń lekarzy. Podczas głosowań nie obowiązywała dyscyplina klubowa.

Posłowie nie powołali nadzwyczajnej komisji do prac nad ustawą. Projekty trafią więc do komisji zdrowia oraz polityki społecznej i rodziny, gdzie od lipca znajdują się już dwa inne, przygotowane przez przedstawicieli lewicy: Marka Balickiego i Joanny Senyszyn. Komisje mają stworzyć propozycję ustawy. Pytanie tylko, na jakiej bazie? Czy jest szansa na kompromis? Jeśli tak, czy sprawa zostanie rozwiązana w tej kadencji? A także: czy ów kompromis byłby do przyjęcia dla katolików, i co na to hierarchowie Kościoła? Ci ostatni poczuwają się do zabierania głosu.

Gra

Im więcej ognia, tym więcej zgliszcz. „Czasami wydaje mi się, że żyję w »kraju bezmózgowców« i »duchowych impotentów«. A wielu z nich jest w dodatku ochrzczonych” — pisze o posłach po sejmowym głosowaniu ks. Rafał Sorkowicz w blogu na portalu Fronda.pl. Portal ogłosił „listę chwały” i „listę hańby”, ujawniając, kto głosował za poszczególnymi projektami.

Stowarzyszenie Ruch Poparcia, które powołał na własną chwałę Janusz Palikot, opowiada się za najbardziej liberalną propozycją Balickiego. Ale manifestacje, które odbyły się 28 października pod kuriami w kilku miastach jako odpowiedź na list biskupów do posłów i wezwanie wiernych do modlitwy — okazały się klapą. Hasła Palikota — do niedawna członka PO, postrzeganego w tym ugrupowaniu jako ideowy przeciwnik Gowina — najwyraźniej nie chwyciły.

Gowin proponuje, by podczas zapłodnienia in vitro wytwarzać dwa zarodki i oba implantować — w związku z tym wykluczone będzie ich mrożenie i selekcja. Kidawa-Błońska takich ograniczeń nie przewiduje. In vitro, jej zdaniem, powinno być dostępne dla heteroseksualnych związków, a Gowin przewiduje je wyłącznie dla małżeństw.

Po odrzuceniu projektu Wargockiej propozycje najdalej idące znajdują się u Piechy (całkowity zakaz in vitro, ale z możliwością tzw. adopcji zamrożonych zarodków, które powstały i powstaną, nim w życie wejdzie nowe prawo) i u Balickiego (praktycznie rezygnuje z narzucania metodzie ograniczeń). Nic dziwnego, że autorzy projektów zaczęli składać wstępne deklaracje co do możliwych negocjacji i zakreślili granice ewentualnych sojuszy.

Kidawa-Błońska, która ma poparcie premiera Tuska i minister zdrowia Ewy Kopacz, widzi możliwość współpracy z Gowinem, bo obie propozycje opowiadają się za legalnością in vitro. Dla Piechy, który gromadzi konserwatywne środowiska i zwolenników argumentacji Kościoła, punktem wspólnym z Gowinem jest ochrona zarodków (zapowiada, że w razie konieczności poprze Gowina). Oczywiście między Piechą a Kidawą-Błońską linii kompromisu nie ma.

Tymczasem Gowin wykonał krok w kierunku i Kidawy-Błońskiej, i Piechy. Ogłosił, że gotów jest liczbę zarodków powstających i implantowanych zwiększyć do trzech i przystać na rozmowę o dostępności metody nie tylko dla małżeństw. Ale nie zgodzi się na mrożenie zarodków.

Wspólna wszystkim jest nadzieja, że wiosną zostanie uchwalona odpowiednia ustawa. Tylko że wszyscy jak mantrę powtarzają, iż kampanie samorządowa (w tym roku) i parlamentarna (w przyszłym) stanowią dla tego celu zagrożenie. Sprawy życia i śmierci znów grzęzną w politycznej grze.

Dar życia

Od stycznia Platforma nie mogła już odkładać problemu, bo ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zgłoszone projekty trzymał w szufladzie tak długo, że przepisy zobowiązały go do ich wyjęcia. Podział w rządzącej partii, przebiegający wzdłuż wizji Gowina i Kidawy--Błońskiej, był już jasny. PO nie wiedziało, co zrobić z tym fantem, żeby nie stracić poparcia w sondażach.

Opozycji — zarówno tej z prawej, jak z lewej strony — na wyciągnięciu projektów zależało z tych samych powodów. Ani PiS, ani lewica — inaczej niż Platforma — nie musiały się szczególnie obawiać o podziały w łonie swojego elektoratu. Mogły więc równocześnie zbijać kapitał z tych rozłącznych zbiorów, tym samym osłabiając PO i obnażając światopoglądowe pęknięcie w rządzącej partii.

Gowin ze swoim indywidualnym projektem stał się obowiązkową figurą w nowym dyskursie. Dla lewicy — na usługach biskupów, dla prawicy — podważający prawo Boże. Dla pierwszych wcielenie zagrożenia państwem wyznaniowym, dla drugich uosobienie cywilizacji śmierci. Równocześnie jednak swoją „niezależnością” — czytaj: zbieraniem ciosów — polityk ten pracował nad możliwym kompromisem. Czy jednak mógł zapanować nad ogniem już dawno zaprószonym?

Dla Polaków sprawa sztucznego zapłodnienia in vitro ma do tej pory trzy odsłony: społeczną, polityczną i światopoglądową. W roku 1987 — roku wydania przez Kongregację Nauki Wiary instrukcji „Donum vitae”, sprzeciwiającej się metodzie in vitro — w Polsce urodziło się pierwsze dziecko „z probówki”. Nie wiadomo, jak dziś wygląda praca polskich placówek oferujących in vitro. Ich liczbę szacuje się nawet na 60 (Kidawa-Błońska), choć prof. Waldemar Kuczyński, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, mówi o 35 placówkach i ok. 9 tys. zabiegów rocznie. Bolesław Piecha twierdzi, że w naszym kraju znajduje się około 30-50 tys. zamrożonych zarodków ludzkich.

Druga odsłona to ignorancja kolejnych polskich rządów, które do dziś nie ratyfikowały tzw. konwencji bioetycznej Rady Europy z Oviedo z 1997 r., za co krajowi zaczynają grozić kary. W efekcie tej zwłoki in vitro, eksperymenty medyczne czy klonowanie terapeutyczne to w Polsce pole do samowoli. Odsłona trzecia ma swój początek w wypowiedzi minister Kopacz z końca 2007 r. o możliwości refundacji zabiegów in vitro. Rada Episkopatu Polski ds. Rodziny skierowała do parlamentarzystów list sprzeciwu wobec metody. Wiosną 2008 r. premier powołał zespół ds. bioetyki z Gowinem na czele. Dopiero wówczas in vitro zagościło na ambonach, powracały porównania do Holokaustu.

W grudniu 2008 r. Kongregacja Nauki Wiary w instrukcji „Dignitas personae” jeszcze bardziej doprecyzowała i umocniła stanowisko Kościoła. Powołany wcześniej Zespół Ekspertów KEP ds. Bioetycznych pod przewodnictwem abp. Henryka Hosera w porozumieniu z Prezydium KEP pod koniec 2009 r. przyznał, że regulacja prawna kwestii bioetycznych „jest sprawą bardziej niż naglącą”, więc „należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek”, choć „projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień”.

Uznanie przez Kościół dążenia do kompromisu sugerowało, że Gowin może liczyć na poparcie hierarchów. Jednak Kościół najwyraźniej zmienił kurs...

Embriony

Marek Balicki — jak wielu innych — uznaje projekt Gowina za efekt współpracy posła z duchownymi, którzy mieli pójść w tym względzie na „zgniły kompromis”. „Widać, że arcybiskup Hoser potrafił wpłynąć na postawę posłów” — stwierdził Balicki w TVN 24. Nawiązał w ten sposób do niedawnej wypowiedzi, która wielu oburzyła, dla innych była niezrozumiała czy niepokojąca, a w polityce wywołała falę ostrych sformułowań: zaczęto mówić wręcz o szantażu wobec posłów. Na sztandary i nagłówki gazet trafiło jedno słowo: ekskomunika.

16 października abp Hoser na pytanie PAP: „Czy posłowie publicznie deklarujący się katolikami, którzy opowiedzą się w głosowaniu za dopuszczalnością metody in vitro, mrożenia i selekcji zarodków, muszą liczyć się z ekskomuniką?”, odpowiedział: „Jeżeli są świadomi tego, co robią, i chcą, by taka sytuacja zaistniała, jeżeli nie działają w kierunku ograniczenia szkodliwości takiej ustawy, to moim zdaniem automatycznie są poza wspólnotą Kościoła”.

Możliwości „ekskomuniki za in vitro” zaprzeczył kanonista ks. prof. Wojciech Góralski z UKSW. „Za zajmowanie się przeprowadzaniem sztucznego zapłodnienia in vitro nie ma kary kościelnej, nie ma ekskomuniki. Być może kiedyś taka się pojawi” — powiedział TVN 24. Bp Tadeusz Pieronek, także kanonista, uważa, że w takich przypadkach „nie ma możliwości wykluczania z Kościoła”. „Jeżeli ktoś przyjmuje chrzest, jest wpisany wewnętrznie, duchowo do Kościoła. Może zostać ograniczony jego dostęp do pewnych dóbr duchowych, zwłaszcza do eucharystii, ale wykluczenie z Kościoła nie ma miejsca nigdy” — powiedział w rozmowie z Radiem ZET, dodając, że wypowiedź abp. Hosera prawdopodobnie z emocji „poszła zbyt daleko”. Co na to ordynariusz warszawsko-praski?

Potwierdza swoje stanowisko. W rozmowie z „Tygodnikiem” przypomina, że instrukcja „Dignitas personae” rozszerzyła rozumienie aborcji także na letalne, czyli prowadzące do śmierci etapy procedury in vitro, „z zamierzonym niszczeniem embrionów”. Chodzi o zamrażanie embrionów, selekcję embrionów wraz z ich niszczeniem, które „jawi się jako wczesne działanie aborcyjne”, oraz o redukcję embrionów, czyli likwidowanie tych nadliczbowych, wszczepionych już do macicy. „Z punktu widzenia etycznego redukcja embrionów jest zamierzoną aborcją selektywną. Jest to bowiem rozmyślne i bezpośrednie zniszczenie jednej lub wielu niewinnych istot ludzkich w początkowej fazie ich istnienia”. A za świadome i dobrowolne dokonanie aborcji Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 1398) przewiduje karę ekskomuniki, którą sprawca zaciąga automatycznie.

Abp Hoser podkreśla: — Każdy, kto popełnia grzech ciężki, zwany śmiertelnym, a takim jest świadome zabicie istoty ludzkiej, sam wyklucza się ze wspólnoty kościelnej, stawia się poza nią.

Ordynariusz warszawsko-praski powołuje się przy tym na dwa punkty Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi ciężką winę. Kościół nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu” (2272) oraz: „Jeśli [grzech śmiertelny] nie zostanie naprawiony przez żal i Boże przebaczenie, powoduje wykluczenie z Królestwa Bożego” (1861).

Wypowiedź abp. Hosera podniosła temperaturę dyskusji — z czego skwapliwie skorzystał Janusz Palikot, ale i Tomasz Terlikowski. Naczelny portalu Fronda.pl apeluje: „konieczne jest jasne świadectwo, że ekskomunika nastąpiła”. Domaga się odsunięcia od przyjmowania Komunii niepokornych posłów. „I trzeba to nie tylko napisać czy powiedzieć (najlepiej w kazaniu), ale również wyegzekwować”.

Tymczasem Gowin przyznał w RMF, że nie przestanie przyjmować Komunii św.

Abp Hoser nie chce tej deklaracji komentować.

Ekskomunika

Czym innym jest wykonywanie in vitro, czym innym uchwalanie prawa. Abp Hoser jednak widzi związek: — Jeśli ktoś głosuje za prawem do in vitro i jego skutkami aborcyjnymi, akceptuje jego skutki, godzi się na śmierć embrionów. Staje się współwinny, jak Szaweł, który przed swoim nawróceniem akceptował ukamienowanie św. Szczepana: „zgadzał się na zabicie go”, jak czytamy w Dziejach Apostolskich.

Ale takich elementów u Gowina nie ma.

W każdym razie — kanoniści są precyzyjni. Ekskomunika „wiążąca mocą samego prawa” musi być przez to prawo wyraźnie odniesiona do konkretnego czynu (kan. 1314), a nie ma kanonu odnoszącego się do ekskomuniki za uchwalanie niemoralnych ustaw. Formalnie zatem taka ekskomunika nie obowiązuje, wbrew „prognostykom na przyszłość” Terlikowskiego.

Jest jedno „ale”. Ordynariusz może jednorazowo wymierzyć karę ekskomuniki konkretnej osobie (katolik z diecezji) za konkretne przewinienie. Najpierw jednak musi upomnieć przestępcę i dać mu czas na skruchę oraz poprawę (kan. 1347).

Czy więc słowa abp. Hosera spełniają rolę upomnienia i biskupi sięgną po narzędzie kary? Abp Hoser także i na to pytanie nam nie odpowiada.

Ekskomunika jest tzw. karą poprawczą, która ma uświadomić popełnienie poważnego przestępstwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o czyny, których zło moralne jest w społeczeństwie ignorowane lub które poważnie godzą w wartości fundamentalne dla wspólnoty. Osoba ekskomunikowana — wbrew potocznemu mniemaniu — nie zostaje wykluczona ze wspólnoty Kościoła. Nadal jest katolikiem ze wszystkimi wiążącymi się z tym obowiązkami, jak np. konieczność uczestniczenia w niedzielnej Mszy. Nie może jednak przystępować do spowiedzi i przyjmować Komunii.

Œwiadomość tych kościelno-prawnych niuansów nie jest wielka, o czym świadczy wypowiedź prezydenta RP. Ekskomunika „to jest instytucja trochę z innej epoki i wydaje mi się, że nic takiego nie będzie miało miejsca, bo byłoby to fatalne także dla relacji państwo—Kościół, demokracja—Kościół” — powiedział w Grudziądzu Bronisław Komorowski w odpowiedzi na pytanie młodzieży, czy nie boi się ekskomuniki za podpisanie ustawy o in vitro.

Do tego momentu minie trochę czasu — ustawę bioetyczną musi najpierw uchwalić parlament. Abp Hoser nie chce wskazywać, jak w szczegółach powinna ona wyglądać. — W tej chwili trudno przewidzieć, który z projektów zatwierdzonych przez posłów do dalszych prac ma największe szanse — mówi. — Zapewne żaden w pierwotnym kształcie. Na pewno zgłaszane będą liczne poprawki. I tu jest okazja dla wierzących posłów, by działać w kierunku ograniczenia szkodliwości prawa — uważa.

O takiej okazji, jako o obowiązku moralnym, mówił Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”. Katoliccy posłowie mogą udzielić poparcia działaniom zmierzającym do ograniczenia niedoskonałego moralnie prawa, jeśli jest to jedyny sposób zmniejszenia jego negatywnych skutków, a prawa całkowicie zgodnego z moralnością nie da się w danych warunkach politycznych uchwalić. W ten sposób nie uczestniczą w działaniach moralnie złych. Taki kompromis jest do akceptacji.

Gdyby w emocjonalnym proteście wierzący posłowie zaniechali wszelkich działań, stanowienie prawa pozostałoby w rękach ludzi o skrajnych poglądach. Wtedy nie byłoby mowy o odpowiedzialności. Niestety, nawołujący do odpowiedzialności duchowni sami często zachowują się nieodpowiedzialnie. Zamiast argumentować, wygłaszają sądy.

Tymczasem nie chodzi tu o prezentowanie własnej „wyższości moralnej”, w co celuje każda ze stron — i duchowni, i lewica — ale o ludzkie życie. Znamienne zresztą, że punkt wyjścia debaty o in vitro — niepłodność — przez te lata pozostaje w cieniu, nie doczekawszy się programu przeciwdziałania.

W sejmowej debacie Jarosław Gowin przywołał dwa autorytety. Prawo rzymskie, z zasadą in dubio pro vita humana, czyli: w przypadkach wątpliwych należy rozstrzygać na rzecz ludzkiego życia. I na Jacka Kuronia, który w debacie o aborcji mówił, że jeżeli myśliwy nie ma pewności, czy istota, która porusza się za drzewami, to zwierzę czy człowiek, nie strzela.

Brak regulacji problemów bioetycznych — powtórka ze sporów ustawodawczych w pierwszych latach III RP — wymaga szybkiego uchwalenia prawa, a nie zaogniania dyskusji. Odwagi, a nie tchórzostwa, które Gowin wytyka klasie politycznej. 



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sejm bioetyka ustawa parlament ekskomunika Senat głosowanie in vitro posłowie embriony ustawy bioetyczne
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W