Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Maciej Müller

Jak się nie zgubić

Benedykt XVI w kolejnych przemówieniach podczas ŚDM wyjaśniał, co oznacza zakorzenienie swojego życia w Chrystusie.

Przestrzegał też młodych przed wpadnięciem w pułapkę bylejakości współczesnego świata. Trzeba od razu zauważyć, że różnorodności i wielokulturowości jako takiej Papież się nie boi. Madryt w przemówieniu powitalnym nazwał miastem „kosmopolitycznym”, od razu jednak dodając: „i zawsze otwartym”. To od nas i od tego, czy odnajdziemy właściwy drogowskaz, zależy, czy wielość ofert, jakie kieruje rzeczywistość, przyniesie duchowe wzbogacenie czy wyprowadzi nas na manowce.

Takim drogowskazem jest wiara. Wielu „usłyszało głos Boga być może tylko jako lekki szmer”, bo Bóg się nigdy nie narzuca siłą i nie łamie wolności wyboru danej człowiekowi. Zgoda na wiarę „ożywia młodych i otwiera im oczy na wyzwania świata, w którym żyją, z jego ograniczeniami i jego możliwościami”. Zaczynają widzieć „powierzchowność, konsumeryzm i hedonizm, wiele banalności w przeżywaniu płciowości, wielki niedostatek solidarności, wielkie zepsucie”. Poza marną jakością mainstreamowej kultury na młodych czekają trudności natury społecznej: wojny, prześladowania za wiarę, sprawiedliwość „podporządkowywana interesom egoistycznym, materialnym i ideologicznym”, bezrobocie lub niepewna praca, uzależnienia.

Papież przyjechał, aby ich mimo to wezwać: „niech nic i nikt nie odbierze wam pokoju, nie wstydźcie się Pana. On bez zastrzeżeń stał się jednym z nas i doświadczył naszych niepokojów, aby zanieść je Bogu i w ten sposób nas zbawił”. Wbrew temu, co można było obserwować na madryckich ulicach, powiedział, że ufa głębokim w Hiszpanii korzeniom chrześcijańskim, „bardzo płodnym w ciągu wieków”. Wpisuje się to w nauczanie Benedykta XVI z kilku ostatnich pielgrzymek, podczas których mówił o dobroczynnej dla Europy roli dziedzictwa chrześcijańskich idei i instytucji. Papież zachęca wręcz, by korzystać z nich, nawet nie przyjmując wiary.

Benedykt XVI mówił, że „słowa Jezusa powinny dotrzeć do serca, zakorzenić się w nim i kształtować całe życie”. Słowa te warto przyjąć o tyle, że pochodzą od „Mistrza, który naucza nie tego, czego się nauczył od innych, ale tego, kim On sam jest”; ożywiają one ludzkie istnienie, upodabniając nas do Niego samego. Kiedy jesteśmy „ubogimi w duchu, łaknącymi sprawiedliwości, miłosiernymi, czystego serca, miłującymi pokój”, zaprzyjaźniamy się z Chrystusem. A idąc obok Niego, nie zgubimy się pośród „własnych ślepych i egoistycznych popędów” albo „propozycji, które pochlebiają, ale są interesowne, kłamliwe i niestałe, pozostawiając za sobą pustkę i frustrację”.

Zakorzenienie w Chrystusie, które można porównać do budowania domu na litej skale, gwarantuje, że nigdy nie zginie w człowieku pragnienie przekraczania przeciętności — nauczał Papież. Zdarza się jednak, że człowiek sam dla siebie chce być punktem odniesienia i fundamentem swoich planów — i wtedy dochodzi do wypaczeń: sam decyduje, co jest prawdą i dobrem oraz „kto godny jest życia, a kto może być poświęcany na ołtarzu innych perspektyw”.

Myśli te Benedykt XVI rozwijał podczas spotkania z młodymi naukowcami. Wyraził żal, że najwyżej ceni się te kierunki badań, które są nastawione na użyteczność, a po drodze gubi się tradycyjne uniwersyteckie nastawienie na odkrywanie całościowej prawdy o człowieku. Tymczasem, kiedy w nauce zakróluje pragmatyzm, a człowiek będzie postrzegany wyłącznie jako konsument, „może dojść do dramatycznych strat: od nadużywania nauki pozbawionej ograniczeń — poza samą sobą — aż do politycznego totalitaryzmu”. Prawdę odkrywa człowiek całym sobą, tj. inteligencją, miłością, rozumem i wiarą — wskazał Papież. Postęp nie jest możliwy, jeśli na drodze do niego zapomnimy o miłości; nie da się też czegoś pokochać, jeśli wykluczymy kryterium racjonalności. Przy tym prawda „zawsze przewyższa nasze cele, możemy jej poszukiwać i przybliżać się do niej, jednakże nie możemy jej posiadać w pełni — to raczej ona nas posiada i nas motywuje”.

W przemówieniu przygotowanym na modlitewne czuwanie z młodzieżą, niewygłoszonym z powodu załamania pogody, Papież wzywał podobnie: „nie dostosowujcie się do czegoś, co jest mniejsze od Prawdy i Miłości, nie dostosowujcie się do kogoś, kto jest mniejszy od Chrystusa”.

W rozważaniach po Drodze Krzyżowej Benedykt XVI, zastanawiając się, w jaki sposób człowiek może odpowiedzieć na bezinteresowną miłość Boga, powiedział, że „męka Chrystusa skłania nas do wzięcia na swe barki cierpienia świata”. Człowiek wierzący stanie się w ten sposób znakiem nadziei i zbawienia dla tych, którym źle się wiedzie. Trudności swoich czasów nie trzeba się bać — zauważył w przemówieniu do kleryków — bo Bóg zawsze daje potrzebną łaskę do ich „przyjęcia i przezwyciężenia”.

W przemowach podczas ŚDM Papież przywołał i rozwinął wątki, które poruszył już jako ksiądz w 1967 r. we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo”. W jednym z najważniejszym swych dzieł pisał o wierze jako przyjęciu prymatu tego, co niewidzialne, nad tym, co widzialne; to pierwsze jest wręcz bardziej rzeczywiste niż drugie. Celem wiary nie jest zaś stabilizacja na sposób światowy, ponieważ jej przyjęcie wiąże się z nieustannym napięciem wobec tego, co proponuje współczesność.    

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wiara Hiszpania Madryt Światowe Dni Młodzieży protesty Benedykt XVI ŚDM
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W