Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Józef Majewski

Dwójmyślenie

Pewnych rzeczy się nie mówi, bo wiadomo, że mogą zaszkodzić w karierze.

Zobaczysz, ten biskup zrobi karierę. Przy takiej prezencji, wykształceniu i znajomości języków musi pójść w górę. Wyląduje w Watykanie. Inaczej u nas się udusi”. O tych słowach kolegi duchownego przypomniałem sobie, czytając, co o karierowiczostwie w Kościele powiedział ostatnio kard. Marc Ouellet, szef Kongregacji ds. Biskupów. Na problem ten czuły jest Benedykt XVI. Kilka lat temu przypomniał, że karierowiczostwo wśród uczniów Chrystusa jest stare jak Kościół, a nawet starsze. To z tego powodu Jakuba i Jana, ambitnych synów Zebedeusza, spotkała reprymenda Jezusa.

Poważne zło

Kard. Ouellet wyznał w rozmowie z „L'Avvenire”, że w procesie nominacji biskupich może pojawić się „presja” co do tej czy innej kandydatury. Oczywiście „rzeczą uprawnioną jest, iż ludzie lubią być doceniani i chcą robić karierę, niemniej biskup musi krytycznie podchodzić do własnych intencji. Każdego ranka powinien pytać siebie, komu tak naprawdę służy”. Sobie czy Chrystusowi i Kościołowi.

Charakterystyczne − dodał hierarcha − że dochodzi do odrzucania papieskich nominacji na biskupów. Dzisiaj rola zwierzchników w Kościele − tłumaczył − jest trudna, częściowo z powodu skandali seksualnych wśród duchowieństwa. Nie wszyscy księża potrafią brać na siebie ten ciężar jako zwierzchnicy i odmawiają, gdy proponuje się im sakrę.

W 2008 r. przed pokusą kariery dużo ostrzej przestrzegał kard. Carlo Maria Martini, emerytowany abp Mediolanu. W tym kontekście za „klerykalną przywarę par excellence” uznał zawiść: „Każe nam ona pytać, dlaczego inny otrzymał to, co mnie się należało? (...) Co złego uczyniłem, że ten został biskupem, a nie ja?”.  Na karierowiczostwo choruje sam Watykan − tłumaczył kard. Martini. „Każdy chce być kimś więcej. Prowadzi to do pewnego rodzaju podświadomej cenzury w wypowiadaniu się. Pewnych rzeczy się nie mówi, bo wiadomo, że mogą zaszkodzić karierze. To poważne zło w Kościele, przede wszystkim hierarchicznym, ponieważ nie pozwala mówić prawdy. Mówi się to, co może spodobać się przełożonym, postępuje się według wyobrażenia o tym, co mogłoby odpowiadać ich pragnieniom”.

Biskupia niewierność

W ostatniej dekadzie najgłośniej w światowych mediach o karierowiczostwie wśród biskupów było chyba w 1999 r., a to za sprawą m.in. publikacji na łamach „L'Osservatore Romano”, półoficjalnego dziennika Watykanu.

Najpierw gorzkie słowa wyszły z ust kard. Vincenza Fagiolo (zm. 2000 r.), emerytowanego przewodniczącego Papieskiej Komisji Interpretacji Tekstów Prawnych. Ostro skrytykował on przenoszenie biskupów z jednej diecezji do innej. To dzisiaj właściwie zwykła praktyka Watykanu, że co bardziej wyróżniających się biskupów, którym przyszło urzędować w mniejszych diecezjach, stawia się na czele większych czy bardziej prestiżowych. Ot, dla zasług przesuwa się hierarchę z diecezji „bez przedrostka” do takiej „z przedrostkiem”, czyli do archidiecezji. Tymczasem z teologicznego punktu widzenia praktyka taka − podkreślił kard. Fagiolo − uderza w istotę związku biskupa z Kościołem lokalnym. A związek ten ma charakter „małżeński”, czyli jest nierozerwalny. Symbolem „zaślubin” biskupa z diecezją jest pierścień, który dostaje on podczas święceń. Zdaniem kardynała, „biskup nie jest funkcjonariuszem, biurokratą, który szykuje się do objęcia bardziej prestiżowego stanowiska”.

Kolejne gorzkie słowo — na łamach miesięcznika „30 Giorni” — wypowiedział kard. Bernardin Gantin (zm. 2008 r.), który blisko 15 lat kierował Kongregacją ds. Biskupów. Hierarcha wyznał, że jako jej prefekt ze zgorszeniem słuchał biskupów zabiegających o awanse, powołujących się na swoje „talenty, zdolności i zalety”. „»Eminencjo — słyszałem — w tej diecezji jestem już dwa czy trzy lata i zrobiłem wszystko, o co mnie proszono«. Byłem zszokowany, bo ci, którzy tak mówili (...), uważali, że mają do tego prawo” — wspominał. Kard. Gantin postulował, by odstąpić od zwyczaju, że biskupi pewnych diecezji − z uwagi na rangę tych miejsc − mają prawo do tytułu kardynała. Purpura winna przysługiwać kandydatowi, a nie miejscu, gdzie ma on pracować.

„Od chwili wyboru − stwierdził kardynał − biskup winien być ojcem i pasterzem przed Bogiem i swoim ludem. A ten, kto jest ojcem, jest nim na całe życie. W zasadzie biskup, raz przypisany konkretnej stolicy, powinien pozostać tam na zawsze. (...) Nowy biskup nie powinien mieć innych osobistych planów”.

Do tych wypowiedzi szybko nawiązał w „30 Giorni” kard. Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. „Całkowicie zgadzam się z kard. Gantinem. Szczególnie w Kościele zjawisko robienia kariery nie powinno istnieć. Bycie biskupem nie może być traktowane jako zdobywanie kolejnych stopni kariery, ale jako uniżona służba”.

Kardynał podkreślił, że model zaślubin biskupa z ludem Bożym jednego Kościoła lokalnego (diecezja) znany jest od czasów wczesnego chrześcijaństwa i wciąż obowiązuje. Dodał jednak, że z praktycznego punktu widzenia muszą istnieć wyjątki od tej zasady. Np. gdy obsadza się jakąś szczególnie wielką diecezję, wymagającą pasterza o wyjątkowym doświadczeniu — trudno się dziwić, że sięga się po urzędującego już biskupa. „Niestety — dodał — również ja nie byłem wierny [modelowi zaślubin − J. M.], gdy zostałem powołany” na urząd prefekta Kongregacji Nauki Wiary.

Ratzinger zawędrował do Watykanu z arcybiskupstwa Monachium. W tym sensie niewierność można zarzucić także kardynałom Gantinowi i Fagiolo. Przed objęciem funkcji w Watykanie pierwszy był arcybiskupem Cotonou (Benin), a drugi ordynariuszem Chieti-
-Vasto (Włochy). Kard. Fagiolo jednak w 1994 r. zrezygnował z funkcji przewodniczącego Papieskiej Rady.

Prostacka wspinaczka

Do problemu karierowiczostwa w Kościele regularnie wraca Benedykt XVI. W 2007 r., podczas konsystorza (spotkanie ze wszystkimi kardynałami), Papież mówił o tym w kontekście ewangelicznego opowiadania, w którym Jezus „pouczał [apostołów], że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć” (Mk 8, 31). Nauczyciel z Nazaretu mówi o swojej męce − komentuje Benedykt XVI − „ale karierowiczostwo uczniów bierze górę nad lękiem, który na chwilę ich ogarnął. Po wyznaniu Piotra w Cezarei i dyskusji na drodze o tym, kto z nich jest największy, ambicja popycha synów Zebedeusza do upominania się dla siebie o najlepsze miejsca w królestwie mesjańskim na końcu czasów. W pogoni za przywilejami obaj wiedzą doskonale, czego chcą, podobnie jak pozostałych dziesięciu (...). Jezus koryguje ich prostackie pojęcie zasługi, według którego człowiek może nabyć praw w stosunku do Boga”.

W 2006 r. Benedykt XVI, udzielając święceń kapłańskich, skrytykował próby „wspinania się »w górę«, zdobywania pozycji dzięki Kościołowi: posługiwania się, a nie służenia”. W słowach Chrystusa: „Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem”, można − powiedział Papież − doszukać się obrazu karierowiczostwa w Kościele: „To obraz człowieka, który poprzez kapłaństwo chce być ważny, stać się osobistością; obraz kogoś, kto ma na celu wyniesienie samego siebie, a nie pokorną służbę Jezusowi Chrystusowi”.

Abp John Quinn, emerytowany ordynariusz San Francisco, w głośnej książce „Reforma papiestwa” przypomniał, co o przechodzeniu biskupów z jednej diecezji do innej uważały niektóre lokalne synody starożytności. Synod w Aleksandrii takiego biskupa nazwał „cudzołożnikiem”, a Synod w Kartaginie praktykę przechodzenia zaliczył do heretyckich.

Problem „ruchliwych” biskupów był tak w starożytności gorący, że zajął się nim pierwszy sobór powszechny − w Nicei (325 r.). Kanon 15. tego soboru stwierdza: „Z powodu wielkiego zamieszania i rozruchów, które miały miejsce, postanawia się bezwarunkowo zakończyć ze zwyczajem, który wbrew kanonowi ustalił się w niektórych stronach, to znaczy zakazuje się biskupom, prezbiterom i diakonom przechodzić z jednego miasta do drugiego. Gdyby ktoś się na to odważył po tym postanowieniu świętego i wielkiego soboru i postąpił według tego zwyczaju, przejście zostanie uznane za nieważne i będzie zmuszony powrócić do kościoła, do którego został wyświęcony na biskupa, prezbitera i diakona”.

Oto dlaczego aż do roku 882 na papieża − biskupa Rzymu − nie wybierano nikogo, kto wcześniej stał na czele jakiejś diecezji.

Korzystałem z: „America”, „L'Avvenire”, CNA, KAI, NCR, „Więź”.

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: diecezje służba diecezja kariera Benedykt XVI sbiskupi karierowiczostwo
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W