Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

ks. Adam Boniecki

W noc szczęśliwego rozwiązania



Gdybyśmy poważnie potraktowali Boże Narodzenie... Gdybyśmy zrozumieli, że Bóg stał się człowiekiem,
by człowiek – każdy człowiek – był drogą do Boga...
Gdybyśmy,
łamiąc się opłatkiem,
nie rezygnując z różnic, otrząsnęli się z nienawiści...
Gdybyśmy się w tę Świętą Noc nareszcie przebudzili
– świat wyglądałby inaczej.


Benedykt XVI, pisząc o Narodzeniu, zwraca uwagę na związek między „nie było dla nich miejsca w gospodzie” a tym, co nastąpiło potem: dla „Zbawcy świata... nie ma tu miejsca... Poza miastem został ukrzyżowany, poza miastem też przyszedł na świat”.

Według Papieża związek ten powinien dać nam do myślenia, „wskazać na przewartościowanie dokonane w postaci Jezusa Chrystusa i w Jego orędziu”. Od poczatku do końca „jest On poza obszarem tego, co dla świata ma znaczenie i moc (...). Dlatego cząstką stawania się chrześcijaninem jest wyjście z tego, o czym wszyscy myślą i czego chcą, odrzucenie dominujących kryteriów, umożliwiające znalezienie światła prawdy naszego bytu, i wejście w tym świetle na dobrą drogę”.

Chrześcijaństwo wymaga więc „bycia poza tym, o czym wszyscy myślą i czego wszyscy chcą, a także odrzucenia dominujących kryteriów”. Czy ktoś zwrócił uwagę na tę myśl Papieża-teologa? Bo u nas i nie tylko u nas gazety za najważniejsze w książce Benedykta XVI o dzieciństwie Jezusa uznały zawarte w niej jakoby rewelacje, że przy Narodzeniu w betlejemskiej grocie nie było wołu ani osła. Recenzenci książkę czytali (jeśli w ogóle ją czytali) dość niedbale. Bo Benedykt napisał tylko tyle, że w Ewangelii nie ma mowy o zwierzętach (o czym doskonale wiedzą wszyscy, którzy znają Ewangelię), a ponieważ był żłób ze znajdującą się w nim paszą, obecności owych bydląt nie można wykluczyć. Pisze też, że z czasem stały się one arcyważnym elementem nabożnego przedstawiania w sztuce nocy Bożego Narodzenia.

Inna rzecz, że folklor, rodzinne sentymenty, słodkie Dzieciątko na „sianku” (nie na sianie!) jakby nieco przesłoniły to, co najważniejsze: że istotą tego wydarzenia nie jest wzruszająca i dramatyczna historia rodzinna, lecz fundamentalna dla chrześcijan prawda o Wcieleniu Słowa: „Oddzielone dotąd od siebie dwa światy, boski i ludzki, w Chrystusie się zderzyły. Efektem zderzenia nie była eksplozja, ale serdeczny uścisk” (Søren Kierkegaard).

Odczytując opis Narodzenia, należy się wystrzegać dwóch ekstremów – ostrzega biblista, dziś kardynał, Gianfranco Ravasi: z jednej strony apologetycznego historycyzmu, np. usiłowań naukowego wyjaśnienia Betlejemskiej Gwiazdy (Kepler: supernowa czy kometa Halleya z 12-13 roku przed Chr.), z drugiej interpretacji tkliwej, infantylnej, mityczno-alegorycznej, która sprzyja „klimatowi bożonarodzeniowemu” w laickim znaczeniu, z całym jego konsumizmem.

Tymczasem w samym centrum wydarzenia jest nowo narodzony człowiek, osadzony w czasie i przestrzeni, człowiek jak inni ludzie, a więc przeciwieństwo mitu. Jak inni, ale jednocześnie inny niż inni. Tę inność mają ukazać w ewangelicznym opisie symbole i przywołanie mesjańskich proroctw: że „się wypełniło”.Zdanie o wypełnieniu się powtórzono w Ewangelii Narodzenia, w różnych wariantach, aż 14 razy. Ma to funkcję ukazania jedności Starego i Nowego Testamentu.

Czytając opis Narodzenia należy pamiętać, że nie jest to reportaż, ale katecheza dotycząca historycznego, a zarazem nadprzyrodzonego wydarzenia. Znaczenie tej historii z mistrzowską prostotą ukazał Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w noc wigilijną 2006 r., w Bazylice św. Piotra. „Znakiem Boga jest prostota. Znakiem Boga jest dziecko. Znakiem Boga jest to, że On dla nas staje się mały. To jest Jego sposób panowania. On nie przychodzi z zewnętrzną mocą i przepychem. Przychodzi jako dziecko – bezbronne i potrzebujące naszej pomocy. Nie chce nas przytłoczyć siłą. Sprawia, że nie boimy się Jego wielkości. On prosi o naszą miłość – dlatego staje się dzieckiem. Nie pragnie od nas niczego innego jak tylko miłości, dzięki której spontanicznie uczymy się zgłębiać Jego pragnienia, Jego myśli i Jego wolę. Uczymy się żyć z Nim i wraz z Nim doznawać także pokory wyrzeczenia, która należy do istoty miłości”.

Boże Narodzenie to więc święto dla dorosłych. Naszą uwagę kieruje ku samym fundamentom chrześcijańskiej wiary. Nic dziwnego, że poprawne odczytanie betlejemskiej opowieści z Ewangelii wymaga przygotowania: wiedzy, znajomości sposobu myślenia, pisania, kultury i literatury, środowiska, w którym powstała. Pobożna ignorancja prowadzić może do podejrzeń, że mamy do czynienia z oszukańczym zabiegiem autorów czy piękną legendą, lub wymagać wiary, która nie tyle przekracza rozum, co mu urąga.

Czy jednak „atmosferę świąteczną”, narosłą w ciągu stuleci ahistoryczną, sentymentalną, nieco infantylną tradycję powinno się wyrugować? Czy zamiast opowieści wigilijnych powinno się w katolickich domach czytać wyłącznie Ravasiego, Seewalda i Ratzingera? Czy praktykowane ostatnio (w imię tolerancji i szacunku dla innych religii) w niektórych krajach usuwanie z miejsc publicznych choinek, które jako żywo z treścią wiary mają niewiele wspólnego, jest przy okazji także oczyszczaniem chrześcijańskiego rozumienia Świąt?

Nie sądzę. Bo tradycje i obrzędy, nawet jeśli zapomniano o ich genezie, są jak promienie słońca schowanego za pasmem gór. Niosą światło i ciepło, i choć nie widzisz słońca, do słońca cię zaprowadzą.

Choćby wigilijny opłatek. Łamanie się chlebem na znak wspólnoty i przyjaźni jest starsze niż chrześcijaństwo, lecz ono nadało mu specjalny sens. Znak łamania się chlebem jest tak czytelny, że nawet mimo podobieństwa chleba-opłatka do chleba-mszalnej hostii, także niewierzący opłatkiem się łamią. Znak wspólnoty, pojednania, przyjaźni, miłości zawsze będzie ewangeliczny, nawet jeśli chlebem się łamie człowiek niewierzący.

Łamanie się opłatkiem zwykle łączy się ze składaniem życzeń. Nie wiedzieć czemu bywa to trudne – nawet wśród ludzi sobie bliskich. Mając serce pełne czułości, wypowiadamy słowa przeraźliwie banalne. Wierzący – nie umiemy wyjść poza granicę spraw doczesnych, materialnych. Ks. Franciszek Blachnicki, twórca wielkiego ruchu wspólnot oazowych, radził: „Taka jest wymowa łamania się opłatkiem, że nie trzeba tu dodatkowych słów, które często spłycają czy zakrywają głębszą symbolikę opłatka. Dlatego będziemy się łamali opłatkiem w milczeniu”. Bo czasem gest ma większą wymowę niż słowa.

Gdybyśmy (my, chrześcijanie) wreszcie poważnie potraktowali Boże Narodzenie... Gdybyśmy zrozumieli, że Bóg stał się człowiekiem, by człowiek, każdy człowiek, był drogą do Boga, drogą Kościoła i naszą drogą... Gdybyśmy, łamiąc się opłatkiem i uczestnicząc w eucharystycznym Łamaniu Chleba, nie rezygnując z różnic, otrząsnęli się z nienawiści... Gdybyśmy nadstawili ucha na betlejemską pieśń o pokoju i ludziach dobrej woli, i wzięli ją sobie do serca... Gdybyśmy się w tę Świętą Noc nareszcie przebudzili – świat by wyglądał inaczej.

Wszystkim Czytelnikom i Przyjaciołom zamiast życzeń dedykuję na Święta fragmenty wiersza ks. Jana Twardowskiego:


Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Aby się wszystko uprościło –
było zwyczajne – proste sobie –
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska – cichych, ufnych –
na zawsze wzięła w swoje ręce.  


opr. aś/aś


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Boże Narodzenie święta Bóg szczęście gest chrześcijanie opłatek
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W