Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 20/2009


ks. Adam Boniecki


REWOLUCJA




30 lat temu Karol Wojtyła radykalnie zmienił politykę Watykanu wobec komunizmu. Nie było to proste w sytuacji, gdy wielu hierarchów z kurii rzymskiej wolało kompromisy z komunistami.


Gdy Kazimierz Szablewski, szef zespołu ds. kontaktów roboczych z Watykanem przy ambasadzie PRL w Rzymie, chciał przekonać szefa dyplomacji watykańskiej Agostino Casarolego o konieczności rezygnacji z majowego terminu pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski, mówił – o czym pisze w tym dodatku Bartłomiej Noszczak [strony 4-5 – red.] – że władze PRL uporczywe trzymanie się tej daty przez Papieża składają na karb „braku jego doświadczenia w sprawach międzynarodowych”. Nie tylko władze PRL tak go oceniały. Wolno sądzić, że z podobną podejrzliwością spoglądali na Jana Pawła II także wytrawni dyplomaci watykańscy.

Przed rokiem 1978 watykańska polityka wobec ZSRR i komunizmu, zwana Ostpolitik, opierała się na dwóch zasadach: „strategii małych kroków” i „ratowaniu tego, co można uratować”. Ktoś kiedyś powiedział, że nie był to modus vivendi, ale modus non moriendi. W efekcie była to polityka kompromisów, czasem daleko idących. Wyrażały się one np. w akceptacji kandydatów na biskupów proponowanych przez władze komunistyczne albo w odwołaniu z urzędu w 1971 r. i zabraniu do Rzymu kard. Mindszenty’ego, chroniącego się od czasu upadku węgierskiego powstania z 1956 r. na terenie ambasady USA w Budapeszcie (wiele lat później kard. Casaroli uznał za swój błąd postępowanie Watykanu z Mindszenty’m).

W tymże 1971 r. Casaroli udał się do Moskwy. Paweł VI anulował swój dekret z 1957 r., zabraniający księżom prowadzenia działalności politycznej i zniósł ekskomunikę nałożoną na księży współpracujących z komunistami (gdy np. w Czechosłowacji władze obsadziły wszystkie diecezje biskupami należącymi do kontrolowanego przez siebie ruchu „księży pokoju”).

Karol Wojtyła, Papież „z dalekiego kraju”, miał tę politykę radykalnie zmienić.

Zmiany sięgały tak daleko, że sam termin Ostpolitik zniknął całkowicie z dyplomatycznego słownictwa Watykanu. Można się domyślać, że nie było to łatwe – zwłaszcza dla Jana Pawła II, który nie był człowiekiem kurii rzymskiej. Obejmując Stolicę Piotrową, miał do dyspozycji ludzi, których w Watykanie zastał. Nie chciał wchodzić z nimi w otwarty spór.

Przeciwnie: najwybitniejszego przedstawiciela i aktora Ostpolitik, Casarolego, mianował swym najbliższym współpracownikiem – Sekretarzem Stanu. A szefem sekcji ds. zagranicznych w Sekretariacie Stanu został przedstawiciel tej samej szkoły Achille Silvestrini. Na niższych szczeblach watykańskiej hierarchii niewątpliwie pozostawał dawny garnitur.

Ale sytuacja była całkowicie nowa. Dotąd to watykańscy dyplomaci referowali papieżom sytuację w krajach komunistycznych i sugerowali sposób działania. Teraz to nie Casaroli wyjaśniał Janowi Pawłowi II mechanizmy reżimu komunistycznego, ale Jan Paweł II Casarolemu.

Papież cenił jednak kompetencje współpracowników i wierzył w ich lojalność – wiedząc jednocześnie, że na komunistach to jednak on zna się lepiej. Sporo podróżując i mając międzynarodowe kontakty, Wojtyła jeszcze jako kardynał miał okazję przekonać się, jak wielki zasięg – także wśród księży i świeckich katolików – ma na Zachodzie czar doktryny marksistowskiej i wyidealizowanej wizji ZSRR. I wiedział też, jak mylą się ci, którzy w sowieckich rozwiązaniach upatrują drogę do budowy sprawiedliwego świata.

Lubił delikatnie powoływać się na własne doświadczenia, zwłaszcza w pierwszych latach pontyfikatu. W czasie pierwszej podróży do Francji w 1980 r. mówił na ten temat w homilii skierowanej do świata pracy, odwołując się (także poza odczytywanym tekstem) do swych doświadczeń. Przemówienie zbudował na tekście „Magnificat”, co było zresztą ulubionym zabiegiem przedstawicieli teologii wyzwolenia. Choć w przemówieniu do francuskich robotników nie nazwał po imieniu ZSRR ani komunizmu, aluzja była przejrzysta, gdy np. wspominał o nienawiści klasowej albo kiedy pytał: „Jakim pra¬wem ta moralna siła, ta gotowość walki o prawdę, to łaknienie i prag¬nienie sprawiedliwości zostało prog¬ramowo i systematycznie oderwane od słów Matki wielbiącej całą duszą Boga w momencie, gdy nosi pod swym sercem Jego Syna? Z jakiego tytułu walka o sprawiedliwość w świecie została związana z progra¬mem radykalnej negacji Boga? Z sys¬temem programowej ateizacji ludzi i społeczeństw?”.

Gdy upierał się, aby swą pierwszą pielgrzymkę do Polski w 1979 r. powiązać z majowym jubileuszem 900-lecia św. Stanisława, wiedział, co robi. Jeśli zgodził się na datę czerwcową, zdawał sobie sprawę z granic dopuszczalnego kompromisu. Przesunięty jubileusz św. Stanisława powiązał z uroczystościami Zesłania Ducha Świętego. Znał ten system i wiedział, że zgoda na kompromis jest po drugiej stronie odczytywana jako słabość. Bardziej niż w efekty dyplomacji wierzył w moc oddziaływania duszpasterskiego, kształtującego świadomość ludzi.

Władze PRL usiłowały (także za pośrednictwem polskich hierarchów-dyplomatów) narzucić polskiemu wydaniu „L’Osservatore Romano” (byłem jego redaktorem naczelnym) swego rodzaju cenzurę: taką selekcję papieskich tekstów, by nie drażniły władz. Zastępca Sekretarza Stanu abp Eduardo Martinez Somalo uzasadniał to tak: czy ludziom, którzy mokną w deszczu zabrać parasole, jeśli za tę cenę można będzie zostawić im choć płaszcze przeciwdeszczowe. Niech przynajmniej – argumentował Somalo – mają jakieś papieskie teksty, bo inaczej władze zabiorą im wszystkie. Obecny przy tej rozmowie ówczesny zastępca dyrektora „L’Osservatore”, Gian Franco Svidercoschi, odpowiedział: „Ekscelencjo, jeśli im zabierzemy parasol, wkrótce władze zażądają od nas, byśmy odebrali im też płaszcze”. Stanęło na zachowaniu status quo.

Sprawa wróciła później, już w czasie Solidarności. W liście do Sekretariatu Stanu władze PRL oskarżały mnie o awanturnictwo polityczne m.in. dlatego, że wydrukowałem w polskim wydaniu papieskie przemówienie, które w Polsce (w „Tygodniku Powszechnym”) zostało skonfiskowane przez cenzurę. Wtedy abp Bronisław Dąbrowski, powołując się na swą rozmowę z Ojcem Świętym, poinformował mnie, że mam nie drukować papieskich wystąpień, które mogłyby być przez władze PRL źle widziane.

Odpowiedziałem, że w Watykanie takie polecenia mogą mi wydawać jedynie moi watykańscy zwierzchnicy. Wkrótce z takim poleceniem zatelefonował do mnie arcybiskup Poggi. W Watykanie liczy się jednak tylko to, co jest napisane. Poprosiłem więc o polecenie na piśmie i o instrukcję co do kryteriów doboru. Byłem zdecydowany – w przypadku powierzenia mi funkcji cenzora papieskich tekstów – poprosić o zwolnienie z funkcji redaktora polskiego „L’Osservatore”. Poggi zapewnił, że zaraz taki dokument mi przekaże. Nigdy mi go nie przekazał. Jak sądzę – z obawy, że z tym dokumentem mógłbym pójść do Ojca Świętego. Gdy po latach o tę historię pytałem kardynała-emeryta Poggiego, zarzekał się, że nic nie pamięta.

Jan Paweł II wiedział, co robi, gdy – ku niezadowoleniu benedyktynów – dodawał patronowi Europy, św. Benedyktowi, dwóch nowych patronów: Cyryla i Metodego. Przypomniał w ten sposób światu, że chrześcijańska Europa to nie tylko Zachód. Podobnie, gdy w Bazylice św. Piotra celebrował kolejne jubileusze chrztu Litwy czy Ukrainy i ściągał na te obchody hierarchów z całego świata: wiedział, że osłabia tym wieloletnią izolację i zadość czyni poczuciu opuszczenia przez Kościół wiernych z tych prześladowanych wspólnot. Rekompensował im też to, że nie może ich odwiedzić.

Gdy media trąbiły o ewentualnej podróży Papieża do ZSRR, przyjął zaproszenie na spotkanie z dziennikarzami w Sala Stampa Estera (biuro prasowe dziennikarzy zagranicznych) i tam, poza Watykanem, wygłosił – w odpowiedzi na oczywiste pytanie – przemyślane przemówienie, w którym oświadczył, że do ZSRR nie pojedzie tak długo, jak długo nie nastąpi tam uznanie Kościoła unickiego, zakazanego za Stalina. Oni za wierność papieżowi płacili życiem – mówił – więc i papież pozostanie im wierny. Było to wbrew ekumenicznej strategii Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Sam słyszałem z ust późniejszego biskupa i sekretarza Rady o. Pierre Duprey’a utyskiwania na unitów, których istnienie komplikuje dialog z rosyjskim prawosławiem. Czyli – z patriarchatem Moskwy, podporządkowanym reżimowi.

Z nadejściem nowego Papieża przekonanie o konieczności ustępstw wobec reżimów komunistycznych – w imię zachowania struktur hierarchicznych i łączności z Rzymem – nie ulotniło się automatycznie z mentalności watykańskich dyplomatów. Świadczyły o tym choćby ich rozmowy z władzami PRL, których treść (niekiedy i fragmentarycznie) po latach do nas dociera.

Do dziś w różnych publikacjach wraca często pytanie, czemu Jan Paweł II wspierał polską Solidarność, będąc jednocześnie przeciwnikiem teologii wyzwolenia? Sprawa stosunku Jana Pawła II do teologii wyzwolenia wymaga poważnego studium. Tu kilka uwag. Papież znał sytuację Trzeciego Świata. Co więcej, rozumiał zaangażowanie księży w ruchy o zabarwieniu marksistowskim. Mam nadzieję, że nie popełnię nadużycia, powołując się na prywatną rozmowę z Ojcem Świętym: powiedział wtedy, że rozumie księży, którzy widząc dramatyczne położenie swych wiernych i nie mając alternatywy, angażują się w takie ruchy.

Warto też zauważyć, że ogłoszona za papieską aprobatą przez Kongregację Nauki Wiary instrukcja nosi tytuł „O niektórych aspektach »teologii wyzwolenia«” (1984 r.). Została potem niejako uzupełniona „Instrukcją o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu” (1986 r.). Cudzysłów wewnątrz tytułu jest istotny, bo dokument nie potępia teologii wyzwolenia jako takiej, ale określony sposób jej uprawiania (stąd cudzysłów). Oba dokumenty wykazują absurdalność ideologizacji wiary i zwracają uwagę na niebezpieczeństwo przenikania, wykorzystywania i identyfikacji wiary z polityką. Wykazują, że idea „klasowej Eucharystii” i klasowej nienawiści jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem.

Papież zdawał sobie też sprawę z sowieckiej infiltracji w Trzecim Świecie i z tendencji do instrumentalizacji wiary i Kościoła dla poszerzania sowieckich wpływów. Opowiadając się za „preferencyjną opcją na rzecz ubogich” ze wszystkimi jej konsekwencjami, starał się zapobiec szerzeniu tej „opcji”, którą znał z doświadczenia. Historia przyznała mu rację. Po upadku ZSRR lewicowe kontestacje, pozbawione materialnego zaplecza, zmarły śmiercią naturalną.

W swej walce z komunizmem Jan Paweł II nie był niesiony na fali entuzjazmu najbliższych współpracowników. Zdołał jednak zamknąć otwarty od kilkudziesięciu lat rozdział zatytułowany „watykańska Ostpolitik” – bo miał za sobą wielki konsens uciskanych przez komunizm społeczeństw. Jego siłą było to, że nie był politycznym graczem, ale inspirowanym przez Słowo Boże obrońcą człowieka. „Komunizm upadł dlatego, iż Jan Paweł II połączył sumienia Wschodu i Zachodu na uniwersalnym ołtarzu praw człowieka” – tak napisał Joaquin Navarro-Valls, były rzecznik Watykanu.


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska walka komunizm pielgrzymka Jan Paweł II trzeci świat ZSRR Solidarność Kuria Rzymska Watykan
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W