Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Anna Husarska

Zgubne skutki odwracania uwagi

"Mnóstwo czasu spędzał z pewną 24-letnią kobietą. Wiem, że uważa, iż dzięki młodym ludziom nie traci kontaktu z tym, co się dzieje na świecie, więc domyśliłam się od razu, że to pewnie dlatego". (Betty Currie, w zeznaniach przed ławą przysięgłych 6 maja 1998 zamieszczonych w raporcie prokuratora Starra.)

Czyżby? Wielu Amerykanów, począwszy od członków Kongresu z ramienia Partii Demokratycznej po gospodynie domowe sympatyzujące z Republikanami, uważa, że prezydent Clinton ich zdradził. Ludzie mówią: "Teraz rozumiem, czemu nie poświęcał więcej czasu na kierowanie krajem" albo: "No widzicie, co przykuwało jego uwagę". Nie brzmi to dobrze.

A co gorsza, ma wymiar globalny.

W każdym z krajów, które w ciągu ostatnich trzech lat odwiedziłam jako reporter, słyszałam wyrazy zaufania do Clintona jako przywódcy światowego. Dysydenci w Belgradzie, Bagdadzie i Hawanie, wdowy w Algierii, muzułmanie w Kaszmirze, przeciwnicy talibów w Kabulu i Albańczycy w Kosowie - wszyscy mówili mi, że mają nadzieję, iż jeśli my, dziennikarze, opiszemy ich położenie, to prezydent Clinton na pewno zwróci uwagę i pomoże.

Gdy prezydent Stanów Zjednoczonych "spędzał mnóstwo czasu z pewną 24-letnią kobietą", mieszkałam z niewielkimi przerwami w Bośni. Z perspektywy Sarajewa zaangażowanie Clintona w "to, co się dzieje na świecie" wyglądało, mówiąc delikatnie, na niepełne. Prezydent mógł był poświęcić trochę swego bezcennego czasu losowi wszystkich tych nieszczęśników. Twierdzę, że gdyby zechciał tak uczynić, ich los uległby poprawie.

Niedawno w Bośni odbyły się wybory. Pech chciał, że zbiegły się z ogłoszeniem raportu prokuratora Starra. W konsekwencji prawie nikt nie zainteresował się poważnie ani wyborami, ani innymi ważnymi wydarzeniami na świecie, jak choćby kryzys w Rosji czy fala przemocy w Kambodży. Raport okazał się kolejnym odwróceniem uwagi publicznej w kraju i za granicą od spraw międzynarodowych, którymi należy się zająć. Kolejnym, bo już wcześniej związek Clintona z "pewną młodą kobietą" wielokrotnie rozpraszał w ten sposób uwagę.

Wnikliwa lektura raportu to zajęcie ponad ludzkie siły i żal patrzeć, jak w miarę ujawniania kolejnych szczegółów romansu prezydenta (a także ich tuszowania, co w równym stopniu rozpraszało jego uwagę) polityka zagraniczna leży coraz bardziej odłogiem. Czymś jednak naprawdę irytującym jest zestawienie sytuacji, którymi się nie zajęto w okresie, gdy prezydent Clinton "spędzał czas z pewną 24-letnią damą".

Sprawa Moniki Lewinsky, odkąd wieści o tym romansie przedostały się do wiadomości publicznej, odwróciła też uwagę mediów. W lutym Papież pojechał na Kubę. Mnóstwo dziennikarzy miało idealną okazję do przedstawienia sytuacji w tym kraju. Kubańczycy, z którymi rozmawiałam w Hawanie, powtarzali, że spodziewają się, iż dzięki papieskiej wizycie świat zainteresuje się ich niedolą. Mieli pecha.

Ledwie relacje z Kuby nabrały koloru, wybuchła afera z Moniką. Niczym wilki węszące ofiarę, amerykańscy dziennikarze odlecieli z Hawany do Waszyngtonu. Relacje telewizyjne początkowo rozdzielono, ale Kuba szybko przegrała z waszyngtońską Anastazją P.

Złe czyny prezydenta jako osoby prywatnej rozpraszają uwagę jego i mediów, a na dodatek podważają amerykańską politykę zagraniczną. Z jakimż zachwytem prasa serbska rozpisywała się w detalach o seks-aferze i śledztwie, mającym wykryć ewentualne zacieranie po niej śladów przez przywódcę jedynego supermocarstwa. Wiosną, gdy Serbowie w Kosowie demonstrowali przeciwko amerykańskim próbom przerwania prześladowań kosowskich Albańczyków przez reżim Miloszevicia, na transparentach w Prisztinie można było przeczytać: "Clinton, ty seksualny maniaku". Moi zażenowani przyjaciele-Albańczycy wzruszali ramionami. Było jasne, że w negocjacje wejdą osłabieni.

Działacze opozycji, z którymi rozmawiałam latem w Kambodży wspominali z gniewem o "problemie prezydenta z tą panią", gdy tymczasem stawało się jasne, że Stany Zjednoczone godzą się z wynikami nieuczciwych wyborów w tym kraju.

Pocieszam się, że w Bośni, na Kubie, w Kosowie i Kambodży trudno jest buszować po internecie, i że nie wszyscy moi przyjaciele w Sarajewie znają na tyle dobrze angielski, by wszystko przeczytać. Ja się tak pocieszam. A co powie prezydent Clinton mieszkańcom Bośni i wszystkim innym w różnych miejscach świata, którzy oczekują od przywódcy jedynego prawdziwego mocarstwa, że zwróci uwagę na ich los i pomoże im rozwiązać ich problemy? Musi przeprosić także ich. Adresatów tych przeprosin jest bardzo wielu - cały glob ziemski. Może to przerastać możliwości prezydenta.

Na całym globie są ludzie, którzy czują się zdradzeni przez Amerykę, bo mieli nadzieję, że ona im pomoże. A ci, którzy lękają się Ameryki, coraz śmielej jej grożą.

Anna Husarska jest stypendystką Media Studies Center w Nowym Jorku.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: etyka zaufanie Clinton afera Lewinski Starr