Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Zuzanna Radzik z Jerozolimy

Wejść, wyjść, zwiedzać

Rekord: 1,6 miliona. Tylu ludzi odwiedziło Ziemię Świętą w pierwszej połowie tego roku. Dwie trzecie z nich to chrześcijanie. Jak wygląda ich wędrówka śladami historii zbawienia?

Za czasów cesarza Konstantyna (zm. 337 r.) zapomniana prowincja Imperium Rzymskiego zaczęła się przeobrażać w Ziemię Świętą, cel chrześcijańskich pielgrzymów. Z tego okresu pochodzą najwcześniejsze znane nam świadectwa: pielgrzyma z Bordeaux i z tajemniczej Egerii.

Tu

Pielgrzymowanie zaczęło też ściągać na siebie krytykę. Grzegorz z Nyssy (zm. 395 r.) tak komentował swoje doświadczenie: „Jeśli o nas chodzi, wierzyliśmy, że Chrystus, który pojawił się na ziemi, jest prawdziwym Bogiem, zanim przybyliśmy do tych miejsc, i po tym, jak je zobaczyliśmy, nasza wiara się ani wzmocniła, ani osłabła. Poznaliśmy Wcielenie za pośrednictwem Dziewicy, zanim zobaczyliśmy Betlejem; wierzyliśmy w Zmartwychwstanie, zanim zobaczyliśmy Grób”. Współczesny mu biskup Jerozolimy Cyryl jakby odpowiadał teologowi, tłumacząc w katechezach, że miejsca te stanowią świadectwo — że dowody na chrześcijańskie prawdy wiary da się znaleźć tu, zobaczyć tu.

Możliwość zwiedzania miejsc związanych z historią zbawienia zawdzięczamy franciszkanom. Od 1219 r. zakon sprawuje opiekę nad pielgrzymami w Ziemi Świętej i nad nią samą — nad miejscami odkupywanymi, kolejno odbudowywanymi, spośród których wiele odkryto dopiero w XIX i XX wieku, jak starożytne pozostałości w Nazarecie czy Kafarnaum.

Pielgrzymi szlak wygląda dziś podobnie do tego z IV wieku. Jednak wędrówka A.D. 2010 różni się znacząco od wszystkich wcześniejszych.

Tempo

Bazylika jedna czy druga, kto spamięta, w każdej tłumy. I autokar przez wiele godzin, choć kraj mały. Wysiadamy, proszę państwa! Jezioro i morze, kolejne morze, ruiny, kościół, kolejny kościół. Gorąco. A co mówi przewodnik, niełatwo spamiętać.

— Jasne, że można podjechać w jakieś miejsce i zasypać ludzi informacjami o geografii, archeologii, historii, i wreszcie dać im teologiczny wykład z wieloma cytatami z Biblii — tłumaczy ks. Piotr Żelazko, doktorant na Studium Biblicum Franciscanum i przewodnik po Ziemi Świętej. — Zakładam, że kto będzie chciał, ten sobie doczyta. Warto, żeby z każdego miejsca pielgrzym zapamiętał jedną charakterystyczną myśl, i mógł sobie powiedzieć: chciałbym coś w życiu zmienić.

Pośpiech? Owszem, czasem zdaje się, że program jest przepełniony. — Ale gdy zaproponujesz ominięcie jakiegoś punktu na rzecz odpoczynku, ludzie protestują — opowiada ks. Żelazko.

Czy — jak w eseju antropologa Victora Turnera — w pielgrzymim autokarze formuje się nowa wspólnota? Czy codzienność udało się zostawić w kraju? Franciszkanin o. Dariusz Sambora, wicekomisarz Ziemi Świętej w Polsce, wskazuje na wzór Abrahama, pierwszego pielgrzyma: — Trzeba zostawić wszystko, oderwać się myślami od trosk, kłopotów, pracy, rodziny i polityki. Niech przez siedem dni uwaga będzie skupiona na tym, co tu.

Bure zdjęcie

Przechodzimy, przechodzimy — powtarza monotonnie ksiądz przewodnik stojący naprzeciw miejsca Narodzenia Pańskiego. Niemal przebiegamy przez grotę: przyklęknięcie przed gwiazdą i szybka fotka. Cóż, że grota ciemna i drgnęła ręka. Tu byłem — ma mówić znajomym to bure zdjęcie: Betlejem 2010. Zdjęcia: z krzyżem na drodze krzyżowej, ucałowanie Kalwarii, na klęczkach w Grocie Narodzenia... Flesze i dźwięki aparatów, które strzelają, piszczą, dzwonią. Aparat staje się ważniejszy w tej podróży niż Biblia czy różaniec.

Ks. Piotr Żelazko: — Często oprowadzam grupy przyjeżdżające z Szarm Al-Szejk na jeden dzień do Jerozolimy czy Betlejem. Widzą Bazylikę Grobu, Ścianę Płaczu i jeszcze jakieś jedno czy dwa miejsca. Taka grupa, wyrwana z jakiegoś hotelu all inclusive, na widok przewodnika-księdza przeżywa wstrząs. A potem się okazuje, że dla wielu to okazja do porozmawiania z kapłanem pierwszy raz od wielu lat. I zdarzają się tacy, którzy — nie wiedząc, dlaczego — muszą jeszcze raz dotknąć kamienia Namaszczenia, albo wychodząc z Grobu Pańskiego mówią mi: „tam coś poczułem”. Nie są zbyt związani z religią, ale niespodziewanie milkną w tych miejscach i czegoś doświadczają.

Za tym kamieniem

Docieramy do kolejnych miejsc. I wciąż ta sama wątpliwość: czy to aby na pewno tu?

Są przewodnicy, którzy bez cienia wątpliwości oferują zupełnie legendarne, choć pobożne objaśnienia, np. wskazują na górze Tabor kamień, za którym schowali się Apostołowie podczas Przemienienia. Z kolei niejeden przewodnik, tłumacząc historyczno-archeologiczne zawiłości, usłyszał: „proszę po prostu powiedzieć, gdzie się urodził Pan Jezus”.

I tak: w miejscu, gdzie stoi ten kościół, objawili się pasterzom aniołowie. Tu urodziła się Najświętsza Panienka. A na tym kamieniu Jezus, wstępując do nieba, zostawił odcisk stopy.

Bo w Ziemi Świętej niepewne hipotezy archeologów mieszają się z legendami, a biblijny przekaz z apokryfem. Przez dwa tysiące lat pokolenia pielgrzymów ulegały pokusie przekonywania siebie samych, że „to właśnie tu” miało miejsce jakieś nowotestamentalne wydarzenie. Potrzeba dotknięcia uświęconych miejsc jest ogromna. A autentyczność uświęconych miejsc — często niesprawdzalna.

Ks. Piotr Żelazko: — Myślę, że wielu przewodników przeżywa pokusę, żeby wszystko sprowadzić do pobożnej bajki. Sam nigdy nie ukrywam, jakie jest prawdopodobieństwo, że stoimy właśnie w miejscu znanym z Biblii. Mówię o argumentach za i przeciw — zaznacza. — Próbuję tłumaczyć, że lokalizacja miejsc jest mniej ważna od tego, co oznaczają dla nas wydarzenia. Ludzie często z bólem serca przyjmują wyjaśnienia, że to może być kamień z późniejszych czasów. Jesteśmy istotami zmysłowymi, potrzebujemy namacalnych znaków, ale wiara dojrzała musi się z tym zmierzyć.

W drodze do Emaus

Żar z nieba, tłok, zaczepki sklepikarzy: „Do you want to see my store?” „Wyprzedaż!” — wołają, słysząc polski. Wielu pielgrzymów szokuje fakt, że jerozolimska droga krzyżowa, słynna Via Dolorosa, wiedzie przez zwykłe uliczki arabskiego targu. Pieśni pasyjne mieszają się z nawoływaniem handlarzy, krzyż mija sklepiki z przyprawami, pirackimi DVD, bielizną. Przy wejściu do Bazyliki Grobu Bożego — tłum. Na Kalwarii ścisk, do Grobu godzinna kolejka. W kolejce modlitwy, potem płyną słowa przewodnika. Prawie przez godzinę. Wokół brudno, ciemno — „nieświęcie”. Ktoś wewnątrz kaplicy odbiera telefon. Wejść, przyklęknąć. Grecki mnich dyryguje ruchem: wchodzić... wychodzić już!

Wiele oczekiwań, wyobrażeń, zasłyszanych opowieści. Do rozczarowania, zwłaszcza Jerozolimą, przyznaje się nieśmiało wielu odwiedzających. O. Sambora: — Mówię pielgrzymom, żeby nie byli jak uczniowie w drodze do Emaus, żeby nie mówili: „a myśmy się spodziewali...”. Spotkanie z miejscami świętymi nie jest łatwe, ludzie wyobrażają sobie, że np. Kalwaria to nie wiadomo jaka góra.

Kalwaria to kaplica na piętrze Bazyliki Grobu Bożego. Wchodzi się na nią po wąskich schodach.

Wielu oczekuje, że Jerozolima będzie kulminacją wszystkich przeżyć, a okazuje się duchową gimnastyką. — Celem pielgrzymowania jest spotkanie z Bogiem w miejscach świętych. Od razu podkreślam, że nie będzie ono łatwe.

Czemu? O. Sambora wyjaśnia: — Będziemy mieli do dyspozycji 20-30 minut między tysiącami pielgrzymów.

Na Synaju

Sklepy i zakupy to nieodłączny punkt programu: w tym, proszę państwa, jest czysta łazienka, warto skorzystać, a tu jedyny naprawdę chrześcijański sklep w chrześcijańskiej dzielnicy...

Paczka różańców za 10 dolarów, można obdzielić bliską i dalszą rodzinę. Z oliwnego drzewa, lokalne... Nie, nie sprowadzane z Chin, stąd, z Betlejem. Wspierajmy chrześcijan na Bliskim Wschodzie!

Większość grup jest częścią potężnego turystycznego — nie pielgrzymkowego — systemu.
O. Sambora wylicza biura, które nie dopilnowują, by grupa miała duszpasterską opiekę, które tną koszty, każąc potem dopłacać za wstępy. Inni opowiadają o okazyjnych cenowo pielgrzymkach (Izrael—Jordania—Egipt), w trakcie których najwięcej czasu pielgrzymi spędzają na Synaju — w hotelu.

Inspiracje

Tydzień spędzony na odwiedzaniu świętych miejsc, modlitwach, codziennych Mszach, różańcach w autokarze. Zakłada się jakiś poziom religijnego zaangażowania i go egzekwuje. Czy pielgrzymka jest duszpasterską szansą dla tych mniej zaangażowanych?

— Często grupy, które przyjeżdżają z księdzem, są duszpastersko przygotowane, znają się z ruchów lub spotykali się systematycznie przed wyjazdem — opowiada ks. Żelazko.
— Mają przygotowane modlitwy, dużo wiedzą. Przewodnik właściwie tylko ich inspiruje. Ale zdarzają się ludzie niezwiązani z Kościołem, nawet będący z nim na bakier. Przyglądają się z początku wszystkiemu podejrzliwie, ale często przychodzą potem porozmawiać.

Na indywidualne traktowanie mogą liczyć grupy, które przyjadą z własnymi duszpasterzami. Mogą wtedy np. samodzielnie przygotować refleksje drogi krzyżowej czy poprowadzić nabożeństwo.

A zazwyczaj to więcej, niż mogą zrobić — czy robią — we własnej parafii. 



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: pielgrzymowanie Betlejem Jerozolima droga krzyżowa Ziemia Święta via dolorosa bazylika narodzenia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W