Pomoc dla rodziców i katechetów
Ewa Stadtmüller Opowiadania z Aniołkiem Dyzio. |
|
Był raz władca, który bardzo niepokoił się o swoje królestwo. Bolał nad tym, że jego poddani nie postępują tak, jak powinni. W kraju mnożyły się kradzieże, przemoc i rozpusta.
— Upomnij ich, panie — radził zaufany mąż stanu. — Nie pobłażaj winnym.
— Nie pobłażaj — powtarzał sobie król i gorycz zalewała jego serce. Jak ma nie pobłażać innym, skoro pobłaża sobie? Kiedyś był zupełnie innym człowiekiem. Miał zasady. Każdemu ze swych poddanych mógł spokojnie spojrzeć prosto w oczy. Cóż z tego, gdy zaczął popełniać błędy. Z początku całkiem niewinne — ot, jakieś tam niesprawiedliwe potraktowanie ubogiego kmiotka, lekkie minięcie się z prawdą (oczywiście dla celów wyższych).
Kiedyś chciał skarcić własnego syna, ale hardy nastolatek rzucił mu w twarz ostre słowa:
— Spójrz lepiej na siebie. Zamurowało go. — Co będzie z moim królestwem? — myślał zgnębiony. Pytał o to mędrców, filozofów, wróżbitów. Pewnego dnia od jednego z nich usłyszał coś, co przywróciło mu nadzieję. Mędrzec powiedział, że z rodu króla powstanie mąż, który odkupi i odrodzi jego lud.
— Może będzie to mój wnuk albo prawnuk? — marzył król i już widział na tronie owego wspaniałego, potężnego i prawego potomka. — Muszę przygotować się na jego przyjście — myślał gorączkowo.
źródło: photogenica.pl
Od tej chwili monarcha starał się naprawić popełnione kiedyś błędy i jak ognia wystrzegał się kolejnych. Pracował ciężko, a nadzieja dodawała mu skrzydeł.
Po latach umierał otoczony miłością i szacunkiem swych poddanych.
— Panie Boże — modlił się z pokorą — pozwól mi zobaczyć tego, który tak odmienił moje życie. Ledwo wypowiedział te słowa, a przed jego oczami zaczęły się przesuwać kolorowe obrazy. Jedno pokolenie, drugie, dziesiąte. Jak w kalejdoskopie. Nagle ogarnął go niezwykły pokój i radość. Patrzył na człowieka, który w niczym nie przypominał króla. Miał na sobie zgrzebną szatę i proste sandały. Szedł przez pole i w świeżo zaorane skiby rzucał ziarno. W pewnej chwili podniósł głowę i spojrzał na umierającego władcę.
W jego oczach mieszkało niebo.
opr. ab/ab