Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 45/2009

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

ks. Adam Boniecki

Siostra Emmanuelle,
Wyznania zakonnicy

przeł. Monika Szewc,
Kraków 2009,
Znak
Siostra Emmanuelle,
Mam sto lat i chciałabym
wam powiedzieć...
Rozmawiają Jacques Duquesne i Annabelle Cayrol,
przeł. Tomasz Gałuszka OP,
Kraków 2009,
Esprit

„Mam sto lat” to wywiad rzeka. W nim siostra streszcza to, co zawarła w swojej wspaniałej autobiografii, którą na własny użytek nazwała „Wyznaniami”. Tego rozmówcy blisko stuletniej zakonnicy nie wiedzieli. Zastrzegła, że autobiografię wolno wydać dopiero po jej śmierci. Zmarła, mając sto lat, w zeszłym roku. Pisaliśmy wtedy o niej (Joanna Bątkiewicz-Brożek, „TP” z 21.10.2008). „Wyznania” ukazały się w tym samym roku w Éditions Flammarion. Teraz mamy już polski przekład tej niezwykłej książki.

Niezwykłej, bo autobiografie zakonnic nie są czymś zwyczajnym, autobiografie napisane z tak morderczą szczerością tym bardziej, a do tego książka napisana jest świetnie. Jest w niej humor i autoironia, wielkość i mizeria człowieka opisane zostały bez złagodzeń i nabożnej gadaniny. Ale nie szokują. Poruszają. Po lekturze człowiek musi stać się przynajmniej odrobinę inny. W rankingu nabożnych lektur roku ja tej książce przyznaję pierwsze miejsce.

Życie zakonnicy. Zwięzły biogram siostry Emmanuelle można znaleźć we wspomnianym artykule. Ale co wart zwięzły biogram. Dopiero autobiograficzny, chwilami niezwykle szczegółowy zapis tego stuletniego życia pokazuje jego bogactwo pełne paradoksów. Zmysłowa, piękna dziewczyna, bynajmniej niestroniąca od uciech tego świata, wie, że Bóg ją wzywa. Wstępuje do zakonu. Jest to tak nieprawdopodobne, że jej matka pisze do przełożonej generalnej, ostrzegając, że kandydatka absolutnie nie nadaje się do klasztoru. Buntująca się zakonnica jednak pozostanie niezwykle wierna wspólnocie.

Wyrywająca się do pracy wśród najbiedniejszych, przez długie lata jest nauczycielką w prowadzonych przez zakon szkołach dla panien z bogatych rodzin. Po zdobyciu znakomitego, uniwersyteckiego wykształcenia, co zajęło jej, z powodu stałej normalnej pracy, tyle czasu, że studia kończy już po pięćdziesiątce, ostatecznie na dwadzieścia trzy lata osiada w dzielnicy nędzy i służy, walczy o wydobycie jej mieszkańców ze stanu poniżenia. Bez pieniędzy, dzięki stworzonym przez entuzjastów jej misji stowarzyszeniom Les Amis de Soeur Emmanuelle i Aide Socio-Médicale á l'Enfance, zdobywa dla swych przyjaciół w dzielnicach nędzy setki tysięcy dolarów. Genialna organizatorka podejmowanych dzieł pozostaje człowiekiem wielkiej modlitwy, czego ślady znajdujemy na kartach jej książki.

Była dla zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Syjonu, delikatnie mówiąc, problemem. Nawet, powiedzieć można, buntownikiem. Sama podsumuje to w ten sposób:

„BUNT przeciwko zasadom wychowania:

— Tak się nie robi. — To nic; ja tak zrobię.

BUNT w nowicjacie przeciwko zakazowi czytania Biblii:

— Ja ją czytałam!

BUNT w Stambule przeciwko zbyt surowej dyscyplinie, która krępowała uczennice, i walka o możliwość zabierania ich do Teneke Ma-hallesi.

BUNT w Tunisie przeciwko samochodom kolonialistów mijającym osiołki fellachów i walka o pozwolenie na przyłączenie się do matki Madeleine od Jezusa podróżującej wozem mieszkalnym.

BUNT w Aleksandrii przeciwko pogardzie, z jaką moje bogate uczennice odnosiły się do ubogich dzieci.

BUNT przeciwko mojemu życiu, które było zbyt łatwe w porównaniu z bezmiarem ludzkiej nędzy. Pierwsza ucieczka w objęcia Panny Biedy, opiewanej przez świętego Franciszka z Asyżu.

Wszystkie te porywy buntu wobec kolejnych przejawów niesprawiedliwości sprawiły, że w moim wnętrzu wciąż panował stan wrzenia; eksplozja mogła nastąpić w każdej chwili. I stało się. Czara niegodziwości przelała się, gdy zobaczyłam, że jedzenie wypluwane przez jednych ludzi staje się pożywieniem dla innych. Widok malucha, który jadł zgniłego pomidora, był dla mnie nie do zniesienia. Musiałam coś zmienić, zanurzyć się z tym dzieckiem na samo dno dzielnicy biedoty i trwać tam dopóty, dopóki go nie wyrwę z tego śmietniska”.

To rodzaj podsumowania. Każde zdanie ma swoją, często dramatyczną historię opisaną w tej książce.

Była człowiekiem trudnym. Sama dokonuje rozliczenia ze swoimi przywarami. Uparta, apodyktyczna... wiele osób nie wytrzymywało jej stylu i wycofywało się ze współpracy, albo ona ich wycofywała. A jednocześnie weszła w świat śmieciarzy i slumsów Turcji, Egiptu, Sudanu. Żyła wśród tych ludzi. Nie miała złudzeń.

„Gdy znalazłam się w dzielnicy biedoty, moja wędrówka ku największej miłości wreszcie osiągnęła swój cel. Powstaje jednak pytanie: czy naprawdę w pełni dzieliłam ubóstwo, nędzę śmieciarzy? Skłamałabym, gdybym tak twierdziła. Ich nędza jest ontologiczna. Przylega do nich ściśle od dnia narodzin niczym druga skóra. Pozbawieni dostępu do edukacji i środków do życia, ludzie ci są wykluczeni przez społeczeństwo, które pogardza nimi na równi z ich świniami. Czy żyłam z tym piętnem? Nigdy. Przeciwnie, podziwiano mnie, gdyż dzieliłam ich życie. Poza tym — czy nie dzieliłam z nimi tylko po części ich trudnej do zniesienia sytuacji materialnej? Jakie wreszcie było ich życiowe zabezpieczenie w porównaniu z tym, które ja otrzymywałam od pełnej życzliwości wspólnoty?

Mimo wszystko jednak fakt, iż żyłam wśród nich, sama siebie nazywając śmieciarką, był dla nich w pewnym stopniu promocją. Szacunek, który okazywałam każdemu z nich, przywracał im utraconą ludzką godność”.

To, co osiągnęła, ma wymiary gigantyczne, jej stowarzyszenia spieszyły ze wsparciem innym, w innych strasznych miejscach świata. Kiedy przełożeni odwołali ją, by na statusie emerytki dożyła spokojnie swych dni we Francji, pisała, przemawiała, poruszała ludzkie serca. Kiedy siostra Emmanuelle mówi o miłości bliźniego, wie, o czym mówi. Kiedy mówi o Bogu, o miłości, o Matce Bożej, nigdy nie jest to nabożny banał.

Nie założyła własnego zakonu, choć angażowała w swe dzieła setki ludzi. Jej filozofia była nieco inna niż abbé Pierre'a czy Matki Teresy z Kalkuty (znała ich, wiele od nich, jak wyznaje, się nauczyła), bliska stylowi małych sióstr od Jezusa. Ale wierzyła we własne zgromadzenie. Ono, choć nieraz wystawiało ją na ciężkie próby, zawsze ostatecznie było przy niej i z nią, co godne jest podziwu, bo ze wspaniałą Soeur Emmanuelle czasami trudno było wytrzymać.

Chciałbym, by tę książkę przeczytali wszyscy, którzy pytają: po co zakony? Żeby przeczytały ją wszystkie zakonnice i zobaczyły, jak można kochać Jezusa i najmniejszych braci. Żeby przeczytali ją wierzący i na nowo odkryli, czym jest moc wezwania wiary, i niewierzący, bo mało kto o wierze i o Bogu przemawia w sposób równie wiarygodny.

Kiedy książka ukazała się we Francji, u nas pisano o niej w tonie nieco sensacyjnym. Oto wybitna zakonnica opisuje swoje nałogi lat młodzieńczych i z papieżem dyskutuje na temat antykoncepcji. To wszystko prawda, ale proszę, przeczytajcie te dwie książeczki i zobaczcie, jak ona to robi. Zero sensacji i zero podważania nauczania Kościoła, chociaż w sprawie antykoncepcji rzeczywiście napisała list do Jana Pawła II i... nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Zresztą nie o tym są te dwie niezwykłe książki.

 


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie zakonne powołanie zakon zakonnica bunt autobiografia siostra Emmanuelle
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W