Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Andrzej Dobosz

UŚMIECH JERZEGO TUROWICZA

Jerzy Turowicz pozostanie na zawsze w mojej pamięci jako człowiek, który chętniej słucha niż mówi, słucha z zaciekawieniem, łagodnie uśmiechnięty. Raz tylko zdarzyło mi się słyszeć redaktora mówiącego z gniewem, nieco podniesionym głosem, dotyczyło to żądania rabina Weissa, by redaktor się z nim spotkał - odmowie towarzyszył w najwyższym stopniu nieuprzejmy komentarz Turowicza.

Gdy w roku 1948 zlikwidowano przez ambasadę brytyjską tygodnik "Głos Anglii", moi rodzice uznali, że "TP" jest jedynym pismem, które można czytać. W pierwszym okresie tych lektur szczególnie pociągały mnie artykuły polemiczne. Nie mogły one już dotyczyć spraw najważniejszych; były możliwe jeszcze w kwestiach literackich czy historyczno-literackich. Do dziś zapamiętałem spory Wacława Borowego ze Stefanem Żółkiewskim czy Konrada Górskiego z tymże Żółkiewskim i Janem Dürr-Durskim. Wzrastająca w "Tygodniku" tonacja oględności sądów, uprzejmości w wyrażaniu opinii równoważona ostrością felietonistów wynikała chyba równocześnie z charakteru redaktora i ograniczeń cenzury. Miała ona i może ma łagodzący wpływ na moje własne skłonności. Lektura pisma Jerzego Turowicza także uleczyła mnie, a pewnie i jakąś grupę czytelników, z mniemania, że my katolicy z samej natury rzeczy jesteśmy lepsi od innych.

Zacząłem drukować w okresie, gdy "Tygodnik" nie istniał. Szybko się przekonałem, że nie mogę liczyć na lojalność redaktorów. Boleśnie tego doświadczyłem w "Nowej Kulturze" w roku 1955, gdy poproszono mnie o zrecenzowanie dwóch tomów prozy autora nazwiskiem Roman Bratny. Były to jego siedemnasta i osiemnasta książka. Skupiwszy się na omówieniu pewnych skromnych różnic, zakończyłem konkluzją, że możemy oczekiwać z zainteresowaniem na dwudziestą dziewiątą książkę Bratnego. Ze zgrozą przeczytałem - nie uprzedzony - po tygodniu, że czekam na kolejną książkę Bratnego. W roku 1966 pierwsze zdanie mego pierwszego felietonu w "Życiu Literackim": "Warszawa latem" - w druku zostało poprawione przez Władysława Machejka: "Warszawa latem zdeglomerowana urlopami". W roku ’67 zaniosłem tekst do umiarkowanego jeszcze wtedy "Miesięcznika Literackiego". Obok mnie debiutował w tym samym numerze przyszły komendant Akademii Spraw Wewnętrznych, przyszły generał, ale już wtedy funkcjonariusz UB dr Tadeusz Walichnowski, autor koncepcji istnienia osi Bonn-Kawiarnia PIW-Tel-Awiw.

Wiosną 1968 poprosiłem Jerzego Turowicza o spotkanie. Poświęcił mi przeszło godzinę i zaprosił do współpracy. Wkrótce dostałem list, że nadesłany tekst "nadaje się do numeru świątecznego, co w »TP« oznacza Boże Narodzenie lub Wielkanoc, jednak by przyspieszyć pański debiut, damy go w innym czasie »liturgicznym«". "Kuchnia narodowa polska" ukazała się 21 lipca 1968 r. Niestety, ponieważ Kisiel właśnie miał zakaz druku, nie było mowy o wprowadzeniu w tym czasie nowego stałego felietonu. Musiałem jeszcze czekać, a okoliczności sprawiły, że czekałem jeszcze trzydzieści lat, zanim spełniły się moje ambicje zostania felietonistą "TP".

Dobry uśmiech, wynikająca z nieskazitelności własnej biografii wyrozumiałość wobec innych, miały jednak surowe granice. Drukując w "Tygodniku" miałem i mam zawsze absolutną pewność, że mój tekst nie zostanie choć trochę popsuty, ani nie znajdzie się obok łobuza lub szaleńca.

Łagodny uśmiech Jerzego Turowicza wynikał z niezachwianej stanowczości jego przekonań i godził się z odmową relatywizmu wobec prawdy. Pamięć tego uśmiechu jest dla nas zobowiązaniem, by go nigdy nie zgasić.

Andrzej Dobosz



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kultura praca cenzura Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta redakcja epitafium Andrzej Dobosz
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W