Opoka - Portal katolicki
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl
Pekao

Bananowy chłopiec i komunistyczny raj

Są tacy, którzy powiedzieliby, że Kiko, jako młodzieńcowi z zamożnego domu (w Polsce powiedzielibyśmy przedstawicielowi bananowej młodzieży), który nie musiał pracować na swoje utrzymanie i mógł oddawać się wyłącznie tworzeniu, filozofowaniu i rozrywkom, zwyczajnie przewróciło się w głowie z nadmiaru beztroski i dobrobytu. Ot, stąd cały kryzys. Gdyby musiał zapracować co miesiąc choćby na czynsz, jego dylematy zniknęłyby jak kamfora. A jednak czas pokazał, że był to kryzys opatrznościowy; kryzys, który miał wskazać drogę życia nie tylko jemu samemu, ale z czasem setkom tysięcy osób na całym ziemskim globie.

W latach pięćdziesiątych środowisko madryckich artystów, także tych skupionych wokół Akademii Sztuk Pięknych, w większości uległo fascynacji ideami marksistowskiego ateizmu i komunizmu. Notabene, nawet sam Pablo Picasso, który co prawda mieszkał we Francji, ale regularnie odwiedzał ojczyznę i nieustannie przypominał, że jest Hiszpanem, otwarcie popierał ideę państwa socjalistycznego. Ba, w 1944 roku zapisał się nawet do francuskiej partii komunistycznej, a w czasie wojny domowej, podobnie jak Hemingway czy Orwell, popierał republikanów. Tyle, że komunizm Picassa był dość niezobowiązujący. „Przyszedłem do partii komunistycznej, tak jak się przychodzi do fontanny” — wyjaśnił to niegdyś swej życiowej partnerce Françoise Gilot. Nie identyfikował się z tą ideologią. Wierzył natomiast — podobnie jak zastępy intelektualistów po traumie drugiej wojny — w postęp i sprawiedliwość, które miał przynieść socjalizm. Nie zgadzał się też z komunizmem w wydaniu stalinowskim. „Szóstego marca 1953 roku Pablo Picasso dostaje depeszę od przyjaciela, poety Louisa Aragona z dziennika «L'Humanité», organu Francuskiej Partii Komunistycznej. «Umarł Stalin. Zrób, co chcesz» — cytowała telegram na łamach «Newsweeka» Joanna Ruszczyk w tekście Towarzysz Picasso. —  Chodzi o portret zmarłego. Malarz każe sobie przysłać wszystkie dostępne zdjęcia Stalina. Wybiera fotografię z roku 1903, na której Wódz Postępowego Świata ma 24 lata. Na jej podstawie powstaje portret, który idzie do druku. I wybucha afera: jak można pokazywać Stalina jako dandysa z wąsikiem? Sekretariat partii wystosował komunikat, że «w haniebnej karykaturze nie uwidacznia się dobroć towarzysza Stalina». Co na to Picasso? Nie przejął się sytuacją i oświadczył: «Przyniosłem kwiaty na pogrzeb. Mój bukiet się nie spodobał. Tak bywa w rodzinie»”.

Komunistyczne fascynacje madryckich artystów końca lat pięćdziesiątych najprawdopodobniej nie odbiegały zbyt od prosocjalistycznych postaw Picassa, a nawet wyraźnie dominowały w tym środowisku. Kiko we wspomnianym wywiadzie udzielonym Pepe Alonso potwierdził ten stan rzeczy i dodał, że on sam nigdy nie sympatyzował z ateistycznym marksizmem ani komunizmem w najłagodniejszej choćby wersji. Komunizujący przyjaciele młodego Argüello konsekwentnie próbowali go przekonywać do swych racji. „Skoro Bóg nie istnieje, raj należy stworzyć na ziemi; raj komunistyczny” — tłumaczyli. Jedną z najważniejszych cech tego raju miała być wszechobecna sprawiedliwość. Niesprawiedliwość miała zniknąć raz na zawsze. Kiko słuchał ich opowieści i pytał, w jaki sposób zamierzają wyplenić ze społeczeństwa CAŁĄ niesprawiedliwość. Według niego było to niewykonalne. Sprawiedliwość to przecież coś więcej niż równość wobec prawa, choćby i najlepszego, to coś o wiele szerszego niż likwidacja biedy czy analfabetyzmu. „To nie tylko powszechny pokój i brak wojen — wyliczał młody artysta. — Jak zlikwidujecie cierpienia, które dotykają niewinnych istnień?Jak ocalicie ludzi przed kalectwem, z którym się rodzą; z nieuleczalnych chorób, na które zapadają? Jak oddacie sprawiedliwość dzieciom z okropnych sierocińców albo tym, które są nieustannie bite czy wykorzystywane seksualnie? Jak uratujecie przed śmiercią głodową setki tysięcy mieszkańców Afryki?”. Nie wiedzieli. Milczeli. „Ich milczenie utwierdzało mnie w przekonaniu, że marksizm nie jest żadnym  rozwiązaniem problemów człowieka — wspomina Kiko w wywiadzie udzielonym Alonso. — W czasie studiów na akademii stworzyliśmy grupę teatralną, która wystawiała bardzo popularne wówczas w środowiskach artystycznych i intelektualnych sztuki dramaturgów egzystencjalistów. Prym wiodły oczywiście sztuki Jeana Paula Sartre'a — króla egzystencjalizmu ateistycznego. Filozofię Satre'a poznałem właśnie poprzez ten teatr. I wydawało mi się wtedy, że odnalazłem w niej odpowiedzi na moje niewyjaśnialne dotąd pytanie. Czym jest życie? — chciałem wiedzieć. Sartre mi odpowiadał przez swoją filozofię: absurdem. Świat jest absurdem, wszystko jest absurdem. «Absurdem jest, że się rodzimy, absurdem, że umieramy, ale największym absurdem, że żyjemy» — to przecież najbardziej znany jego cytat. Wszechobecna niesprawiedliwość, której nie mogłem pojąć, Sartre'a w ogóle nie dziwiła. Oczywiście, że wszędzie było jej pełno” — mówił. Jakże miałoby jej nie być, skoro wszystko było absurdem?




Aleksandra Polewska

Boży wariaci

Spis wybranych fragmentów
Wstęp
Artysta w barakach - Kiko Argüello
Tajemnica mecenasa Argüello
Życie jak w Madrycie
Puste niebo
Bananowy chłopiec i komunistyczny raj
Ciśnienie absurdu
Stłuczone lustro Kaliguli
Intuicja nie akceptuje absurdu egzystencji
Studia z Le Corbusierem
O czym marzę w sekrecie



opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi: