Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 20/2009


Marek Zając


Olbrzymy i karły




Sarkazm ks. Chrostowskiego nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Przeanalizujmy je jeszcze raz.


Cieszę się, że dzięki recenzji książki „Kościół, Żydzi, Polska” udało się przekonać ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, że wysyłanie polemiki do „Tygodnika Powszechnego” nie jest bezcelowe, bo redakcja nie cenzuruje debaty o dialogu chrześcijańsko-judaistycznym i polsko-żydowskim.

Mówię o tym szczerze i bez złośliwości, choć w artykule wykładowcy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego pada pod moim adresem wiele ostrych sformułowań. Nie zamierzam jednak odstąpić od metody, którą obrałem pisząc recenzję. Nie będę się odnosił do jakichkolwiek, nawet niesprawiedliwych w moim odczuciu ocen i komentarzy, a pod lupę wezmę wyłącznie fakty.

Skąd się biorą starsi bracia

Co do słów Jana Pawła II o Żydach jako starszych braciach i dwóch nieco odmiennych wersjach tamtego przemówienia, biblista atakuje mnie bez pardonu: „Żenuje i zaskakuje jego opinia, iż opuszczenie tego dopowiedzenia w oficjalnym przekładzie polskim to wynik bałaganu, jaki panował w Watykanie”. Ten mało dżentelmeński argument ad personam ma sugerować, że oczerniam Stolicę Apostolską. Tymczasem w artykule pisałem nie o bałaganie w Watykanie, lecz o bezspornym fakcie, że dziennikarze i duchowni nieraz cytowali papieskie słowa w różnych brzmieniach, bo Jan Paweł II często zmieniał uprzednio przygotowany tekst w trakcie przemówienia.

„Chodzi przecież o jeden z najistotniejszych aspektów chrześcijańskiej teologii judaizmu!” – dodaje ks. Chrostowski. Tymczasem w książce „Kościół, Żydzi, Polska” biblista stara się przekonać czytelników, że tamte papieskie słowa nie odgrywają takiego znaczenia, jakie się im zwykło przypisywać. W rozmowie rzece z Grzegorzem Górnym i Rafałem Tichym mówi, że sformułowanie Jana Pawła II o starszych braciach nie pojawiło się np. w wypowiedziach „jego poprzedników ani w katolickiej teologii. Czyżby Kościół przez dwa tysiące lat nie wiedział, że ma starszego brata? Skoro jest to nowa formuła teologiczna, należy zapytać o jej źródło, gdyż każde nauczanie Magisterium Kościoła musi być osadzone w Tradycji. Pojawiły się sugestie, że inspiracją do wypowiedzi papieskiej jest sformułowanie, którego użył Adam Mickiewicz. Lecz wypowiedzi naszego wybitnego wieszcza nie można przecież traktować jako wiążących dla teologii”.

Na tym nie koniec. Ks. Chrostowski tłumaczy w polemice, że nie odwoływał się do innych papieskich wypowiedzi o starszych braciach, bo w wywiadzie rzece skupił się tylko na okresie do 1998 r. Szkoda w takim razie, że przeoczył głośny fragment książki „Przekroczyć próg nadziei” z 1994 r. Jan Paweł II tak wspomina w rozmowie z Vittorio Messorim swą wizytę w rzymskiej synagodze: „Dane mi było w czasie tamtych pamiętnych odwiedzin wypowiedzieć słowa o starszych braciach w wierze. Te słowa streszczają zresztą wszystko, co powiedział Sobór i co nie może nie być dogłębnym przekonaniem Kościoła”. Cytat pokazuje przy okazji, jak głęboko Jan Paweł II był przekonany, że jego wypowiedź z 1986 r. wyrasta bezpośrednio z Magisterium Kościoła, co w wątpliwość zdaje się podawać ks. Chrostowski (vide poprzedni akapit).

Biblista pisze, że dwukrotnie wydawał wszystkie wypowiedzi Jana Pawła II na temat Żydów i judaizmu i nie natknął się, by Papież nazwał Żydów starszymi braćmi w wierze podczas spotkania z ich wspólnotą w Warszawie w 1987 r. Otóż wspomniane przeze mnie słowa pojawiły się w dziennikarskich relacjach z tamtego wydarzenia. I gdybym stosował spiskową metodologię ks. Chrostowskiego, którą obnażyłem w poprzednim artykule, powinienem w tym momencie zasugerować, że doszło do sfałszowania wypowiedzi Papieża. Ale, raz jeszcze podkreślam, to postępowanie absurdalne i nieuczciwe – bez względu na to, czy dotyka ks. Bonieckiego, czy miałoby uderzyć w ks. Chrostowskiego.

W polemice pojawił się też nowy wątek: wykładowca UKSW dowodzi, jakoby Jan Paweł II usiłował doprecyzować sformułowanie o starszych braciach, mówiąc potem już o starszych braciach w wierze, a to z kolei miałoby potwierdzać tok rozumowania ks. Chrostowskiego. Ale w tym rozumowaniu brak logiki. Bo Jan Paweł II nie musiał nic precyzować. Od początku jasne było, że w 1986 r. mówił o braterstwie chrześcijan i żydów w wierze, bo przecież nie o więzach krwi. Papież nie mógł również wskazywać na braci rozumianych po prostu jako bliźni, bo wtedy przecież nie użyłby przymiotnika: starsi.

Dobry car, źli bojarzy

Moja recenzja była m.in. protestem przeciw metodzie, którą niestety często stosuje się w rodzimym Kościele. A mianowicie, gdy słowa i gesty Jana Pawła II są sprzeczne z głoszonymi przez siebie teoriami, natychmiast sugeruje się, że papieskie wypowiedzi i czyny zmanipulowano, że Jan Paweł II nie był dobrze poinformowany, że wcale tak nie powiedział etc. Ot, dobry car, źli bojarzy.

Zgadzam się z ks. Chrostowskim, że słowa Papieża powinny być dla teologów punktem wyjścia, a nie dojścia. Tyle że zdrowa teologia nie może szukać dla siebie uzasadnienia w opowieściach o rzekomym manipulowaniu papieskimi wystąpieniami.

Ks. Chrostowski pyta, co sądzę o wypowiedzi głównego rabina Rzymu. Sądzę jedno: w dialogu chrześcijan i żydów siłą rzeczy zderzać się muszą odmienne spojrzenia i wrażliwości. Dlatego tym ważniejsze jest, byśmy jako katolicy dodatkowo nie komplikowali sytuacji i sami nie zaciemniali tego, co chciał przekazać nam Jan Paweł II.

Co się zaś tyczy skrytykowanego przez mojego polemistę organizatora Dnia Judaizmu, to chodzi o prof. Jana Grosfelda. Kłopot tylko w tym, że jego wypowiedź ks. Chrostowski przyciął do swoich potrzeb. Bo całe sformułowanie było parafrazą słów Bernarda z Chartres: „Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów. W ten sposób widzimy więcej i dalej niż oni, ale nie dlatego, ażeby wzrok nasz był bystrzejszy lub wzrost słuszniejszy, ale dlatego, iż to oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą gigantyczną wysokość”. Znaczenie tej metafory, utrwalone przez wielowiekową tradycję Zachodu, jest klarowne: dzięki naszym wielkim duchowym i intelektualnym poprzednikom możemy, zachowując cnotę pokory, objąć myślą o wiele dalsze horyzonty. Prof. Grosfeld odniósł przenośnię Bernarda do judaizmu i chrześcijaństwa. Nie ma w tym nic sprzecznego z nauczaniem Kościoła, chyba że sięgniemy po dosłowne rozumienie metafory i pytać zaczniemy, dokąd olbrzym mógłby ponieść karła, czy olbrzym nie zrzuci karła z ramion i nie zadepcze, itp.

Jeżeli chodzi o artykuł „Tęcza na czarno”, ks. Chrostowski – zamiast po prostu przyznać, że przemilczał fakt opublikowania go w „Tygodniku” – brnie w nic niewnoszącą chronologiczną ekwilibrystykę. Zamiast pisać o faktach, zajmuje się przypisywaniem redakcji najniższych motywacji. Stawia przy tym zarzuty kompletnie bez pokrycia, bo wystarczy przeczytać moją recenzję, aby stwierdzić, że czarno na białym pisałem, iż jego odpowiedź na artykuł ks. Musiała ukazała się w KAI ponad dwa tygodnie po tekście jezuity. I jeszcze jedno sprostowanie: artykuł „Czarne jest czarne” ukazał się w „Tygodniku”, a „Gazeta Wyborcza” przedrukowała go po kilku dniach.

Podobnie jest z naszą polemiką o Auschwitz-Birkenau: sarkazm biblisty nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Pragnę poinformować ks. Chrostowskiego, że nie był członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Zasiadał w Międzynarodowej Radzie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Międzynarodowa Rada Oświęcimska to nowe gremium, które zastąpiło poprzednią radę – powołane w 2000 r. przez Jerzego Buzka, działa przy Premierze RP i dysponuje szerszym zakresem zadań.

Ukryć, żeby nagłośnić

Ks. Chrostowski broni też swojego przekonania, że Niemcy zbudowali obozy zagłady na terenach polskich, by skazić żydowską pamięć o naszym kraju, a Polakom – popsuć międzynarodową opinię. Do podważonych przeze mnie wywodów dodał tylko dwa elementy. Po pierwsze, powtarza: „Tak, już pod koniec 1941 r., gdy załamał się front na Wschodzie, niemieccy narodowi socjaliści liczyli się z faktem, że przegrają tę wojnę, co więcej, widmo ich klęski stawało się nieuchronne”. Tymczasem każdy poważny historyk II wojny potwierdzi, że naziści mogli liczyć się z totalnym upadkiem w najlepszym razie dopiero po klęsce w Stalingradzie, czyli na początku 1943 r.

Po drugie, ks. Chrostowski stwierdza, że „adresatami narodowosocjalistycznego wizerunku Holokaustu i propagandy na jego temat mieli stać się ci Żydzi, którzy w różnych rejonach świata, gdzie zbrodnicza ręka nie sięgała, go przeżyli, a także wszyscy nie-Żydzi”. Dlaczego w takim razie Niemcy włożyli tyle wysiłku, by ukryć przed światem Holokaust, skoro – według ks. Chrostowskiego – zbrodnia ta miałaby być motywem ich propagandy? Dlaczego po wojnie nazistowscy zbrodniarze podczas swoich procesów nie obarczali gremialnie Polaków odpowiedzialnością za mord na Żydach, skoro mieli plan, by oczernić nasz naród? Dlaczego wiele obozów koncentracyjnych i zagłady, w których zabijano Żydów, jak Kulmhof czy Auschwitz-Birkenau właśnie, hitlerowcy budowali na terenach, które włączyli do III Rzeszy? Gdyby kierowali się rozumowaniem, jakie przypisuje im ks. Chrostowski, kacety powinni zakładać wyłącznie na terenach obejmujących Generalną Gubernię.

Mówiąc krótko: argumentacja biblisty nie znajduje oparcia ani w literaturze przedmiotu, ani w elementarnych zasadach wnioskowania. Za kłamliwymi stwierdzeniami o polskich obozach śmierci kryją się nie podstępne plany nazistów, ale niewiedza albo zła wola nam współczesnych.

Na koniec chciałbym sparafrazować słowa ks. Chrostowskiego: pozostaje nadzieja, że nasza polemika jest punktem wyjścia, a nie dojścia w wewnątrzkościelnych dyskusjach o dialogu z Żydami. Zapewniam, że gdy w grę wchodzić będzie debata na fakty i argumenty – zawsze służę ks. Chrostowskiemu moim piórem bądź obecnością.


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi tradycja Kościół Judaizm Auschwitz fakt chrześcijanie Chrostowski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W