Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ewa Karabin

Klucze Królestwa

Podobno jeżeli ktoś wątpi w siebie, w Lednicy znajdzie wiarę i energię na cały rok.

Upał. Słońce praży z bezchmurnego nieba, więc w Imiołkach kto żyw chowa się w domu lub ciągnie nad jezioro, gdzie letnicy właśnie rozpalają grille przed przyczepami campingowymi. Sceneria jak w uzdrowisku: po leśnym deptaku spacerują eleganckie panie w szpilkach i lekko przykurzone nastolatki w szortach. Tych ostatnich przybywa z każdą minutą.

— Przepraszam — moje auto zatrzymuje harcerz w odblaskowej kamizelce — dalej nie można wjechać bez przepustki. Proszę iść dalej pieszo, to tylko trzy kilometry.

Prawie jak Woodstock

Kolorowy tłum. Śpiewy, okrzyki, coraz więcej osób siedzi na poboczu, niektórzy śpią, pod drzewami całują się pary. Atmosfera jak na festiwalu rockowym. Zbliża się grupa kilku brodatych zakonników w brunatnych habitach z różańcami przy pasku, a obok nastolatka w króciutkich spodenkach i z opalonym brzuchem. W milczeniu maszerują w rytm nasilających się z oddali słów: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!”.

Korowód wędrowców zatrzymuje się przy bramkach prowadzących na Pola Lednickie. Selekcja jest bezwzględna, wchodzą tylko ci, którzy mają na przedramieniu specjalny stempel. Pozostali karnie ustawiają się przy zaimprowizowanej recepcji. Wejście kosztuje 5 zł (lekki pomruk niezadowolenia), ale za to dostaje się pakiet powitalny: śpiewnik, świecę i klucz z wygrawerowanymi fragmentami Ewangelii „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” oraz „Tobie dam klucze Królestwa”.

Na rozległej polanie ścisk i gwar, falujące morze ludzi. Gdy zatrzymuję się nieopodal sceny, natychmiast podbiega dziewczyna ze służby porządkowej i prosi o nietarasowanie ruchu. — Może pani wrócić do swojego sektora? Tutaj musi być przejście — tłumaczy z przejęciem. Ma na imię Monika i za miesiąc skończy 14 lat. Nieśmiało, lecz stanowczo patrzy spod miedzianej grzywki, nie widać po niej śladu zmęczenia, pełen profesjonalizm. Przyjechała pomagać w Lednicy ze swoim zastępem ZHP z Poznania. Podobnie jak setki innych harcerzy, pilnuje sprawnej komunikacji między sektorami.

Ludzie siedzą na karimatach, rozmawiają, śmieją się, grają na gitarach, niektórzy czytają Pismo Święte, grają w siatkówkę, inni śpią. Powiewają kolorowe flagi i transparenty. Słońce grzeje niemiłosiernie, więc rozchichotana grupa damsko-męska polewa się wodą z dwulitrowych butelek; a ziemia pod ich stopami zmienia się w błoto. W tym samym czasie z dala od sceny, gdzie głośniki słychać już ciut słabiej, trwa nieustająca spowiedź: księża i penitenci siedzą po turecku na trawie, spacerują, stoją. Ktoś płacze, ktoś gestykuluje, ktoś milczy, widać pochylone w skupieniu głowy.

4 czerwca, w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego, nad brzegiem jeziora Lednica, nieopodal wsi Imiołki w Wielkopolskiem, zgromadziło się według obliczeń organizatorów ponad 80 tysięcy młodych ludzi z całej Polski.

Helikopter nad bramą

Pierwsze lednickie spotkanie odbyło się w 1997 r. w ramach przygotowań do roku Wielkiego Jubileuszu. Miało być poświęcone Trójcy Świętej, ale czasu starczyło jedynie na nabożeństwa Boga Ojca i Syna Bożego. Organizatorzy twierdzą jednak, że Duch Święty też musiał być zaangażowany w projekt, skoro z jednorazowego happeningu rozwinął się cykl spotkań, który dla wielu jest żelaznym punktem w kalendarzu. Pierwsza Lednica przesycona była oczekiwaniem na spotkanie z Janem Pawłem II, który przebywał wówczas z pielgrzymką w Polsce. Napięty grafik nie pozwolił mu osobiście porozmawiać z 20 tys. młodych na lednickich polach, ale udało mu się przelecieć helikopterem nad bramą-rybą i symbolicznie poprowadzić polską młodzież w III tysiąclecie chrześcijaństwa.

Od tej chwili przejście przez Bramę jest punktem kulminacyjnym każdego spotkania, a papieskie słowa „nie lękajcie się iść w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus. Wierzcie Jego słowom, wierzcie Jego miłości. W Nim jest nasze zbawienie. Zanieście przyszłym pokoleniom świadectwo wiary, nadziei i miłości. Bądźcie wytrwali. Nie wystarczy przekroczyć próg, trzeba iść w głąb!”, odtworzone wówczas z taśmy magnetofonowej, stały się mottem całego przedsięwzięcia. Bo Lednica to dziś nie tylko coroczne zjazdy młodych, ale także przestrzeń spotkań i formacji ludzi w każdym wieku. Spiritus movens lednickich działań jest duszpasterz młodzieży i studentów z Poznania, dominikanin o. Jan Góra, dla którego Lednica już dawno przestała być tylko miejscem, a stała się sposobem życia.

Organizatorzy na każdym kroku podkreślają swoje związki z Janem Pawłem II, dlatego w roku, w którym papież z Polski został błogosławionym, możliwe było tylko jedno hasło przewodnie: „JPII — liczy się świętość”.

O. Góra i jego współpracownicy zadbali o to, żeby uczestnikom nie brakowało atrakcji. W tym roku poza tradycyjnymi śpiewami i tańcami odbyły się barwne procesje, maraton, po niebie latały paralotnie, a na początku spotkania pojawił się nawet helikopter — ten sam, którym w 1997 r. leciał Jan Paweł II. Do zebranych przemawiali m.in. prymas Polski abp Józef Kowalczyk, prymas senior Henryk Muszyński i gość specjalny, prymas Czech Dominik Duka, który wzruszającą polszczyzną pozdrawiał pielgrzymów.

Naładować akumulatory

Ale to nie ciekawy program ani pamiątki przyciągają tysiące ludzi. — To miejsce daje siłę — przekonuje Sylwia z Inowrocławia, drobna blondynka, na głowie chustka z rybą (logo Lednicy). — Jeżeli ktoś wątpi w siebie, to tu znajdzie wiarę i energię na cały rok. Przyjechałam już trzeci raz, bo to wciąga, stale
chce się tu wracać.

— Ja jestem już czwarty raz — chwali się Rafał, który wyjechał z Zabrza już o północy, żeby wejść na plac o 8.00 rano, zaraz po otwarciu bram, i zająć miejsca blisko sceny. — Człowiek może naładować akumulatory, odpocząć psychicznie od codziennych spraw, zregenerować siły. Klimat jest tak dobry, że zapomina się o upale, ścisku, kurzu.

Dla niektórych to miejsce oznacza przełom w życiu. — Dwa lata temu tu się nawróciłam — opowiada Karolina. Klucz, który każdy uczestnik dostaje przy wejściu, zawiesiła na rzemyku na szyi. — Poszłam do długiej, szczerej spowiedzi z całego życia, wtedy po raz pierwszy dostałam kopniaka, że właśnie tą drogą powinnam iść. Zobacz, ile osób przyjechało tu jednego dnia, żeby przeżyć coś wspólnie, to chyba coś znaczy?

Tłumy rzeczywiście robią wrażenie. — Szliśmy 10 km z pociągu z ciężkimi plecakami i już sama droga była jak pielgrzymka duchowa — mówi Łukasz z Konina, namówiony do przyjazdu przez swoją dziewczynę Elę. — Pierwsze wrażenie po dotarciu na miejsce? Szok. Aż tyle ludzi przyjechało się modlić? Do tej pory widywałem swoich rówieśników głównie na podwórku między blokami, stąd zaskoczenie, że są tutaj i robią razem coś zupełnie innego.

— Tutaj czuć namacalną więź z Bogiem — przekonuje s. Amata, albertynka z Poznania. — Widać radość z bycia z Chrystusem, przecież to On wszystkich tu jednoczy. Tyle osób idzie tutaj do spowiedzi. Ci młodzi chcą się spotkać z Chrystusem, ale robią to po swojemu, nie składają rąk jak starsze panie, tylko skaczą z radości. Każdy z nas szuka Boga. Wierzę, że wielu z nich Go tutaj znajduje.

W jej słowa wdzierają się pierwsze takty żydowskiej melodii i na chwilę znieruchomiałe lednickie pole znowu zaczyna falować.              

Ewa Karabin jest dziennikarką „Więzi”.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: młodzież młodzi Lednica pola lednickie woodstock o. Jan Góra
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W