Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Dorota Gołębiewska

KILKASET METRÓW OD ŻWIROWISKA

Pradawny dźwięk baraniego rogu zwołuje zgromadzenie Izraela. Ostrzega przed niebezpieczeństwem, wzywa do przebaczenia i pokuty. Benjie podnosi róg, by zadąć w niego właśnie tutaj, na rampie kolejowej w Birkenau-Brzezince. W ciszy dawnego obozu dźwięk niesie się daleko, odbija echem o baraki.

Prawie 150 osób staje w wielkim kole wokół zaimprowizowanego na rampie ołtarza ze świec i kamieni. Są tu Żydzi z całego świata, Polacy, Cyganie, Niemcy, Amerykanie, Szwajcarzy, Holendrzy, Argentyńczycy, Chilijczycy, Anglicy, Francuzi, Włosi. Wśród nich dzieci i wnuki ofiar i katów Oświęcimia, dwóch byłych więźniów - Żyd i Polak.

Joan zapala kadzidło, rabin Don Singer z Los Angeles z Synagogi reformowanej intonuje żydowską pieśń. Po chwili wszyscy śpiewają. Potem przejmująca modlitwa suficka, polskie "Jezu miłosierny" wybrane na ten moment przez benedyktyńskiego zakonnika, ojca Jana Berezę, na koniec "Emmei Dziukku Kannon Gio" - buddyjska sutra.

Przez następne cztery dni odbywać się będą ceremonie religijne wszystkich wyznań. Nikt nie ma obowiązku uczestniczyć w żadnej z nich, jednak wszystkie otwarte są dla wszystkich.

Roshi Bernie Glassman, amerykański Żyd, mistrz Zen, na co dzień opiekujący się nowojorskimi bezdomnymi: - Cztery lata temu przyjechałem tu po raz pierwszy, tylko z żoną, prywatnie. Byliśmy wstrząśnięci. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić. Prosto z Polski pojechałem do Paryża, do zaprzyjaźnionego ortodoksyjnego rabina. Chciałem zapytać, czy rabini mieliby coś przeciwko zorganizowaniu w Auschwitz-Birkenau zgromadzenia ludzi różnych narodowości i religii, by wspólnie modlić się i medytować na terenie obozu. Nie tylko zgodził się, wręcz namawiał mnie, ponaglał. - Zrób to, zrób to - powtarzał. - Lecz pamiętajcie, pojedźcie tam nie dla siebie, ale dla dobra dusz ludzi, którzy tam zginęli.

Międzywyznaniowe zgromadzenie "Dawanie świadectwa" odbyło się w listopadzie po raz trzeci.

Wielonarodowa grupa spotyka się w Krakowie, gdzie zaczyna od zwiedzania Kazimierza. Potem przejazd do Oświęcimia i zwiedzanie Auschwitz. I pierwszy wspólny kaddisz odmawiany pod Ścianą Śmierci - tam, gdzie dokonywano egzekucji, parę metrów od celi ojca Kolbe.

*

Każdą sesję medytacyjną rozpoczyna i kończy dźwięk rogu. Odbywają się one na rampie kolejowej w Brzezince, tam, gdzie rozładowywano pociągi przywożące więźniów i dokonywano pierwszej selekcji. Starych, słabych, chorych i dzieci kierowano stąd wprost do komory gazowej. Innych - do baraków więźniarskich. Pomiędzy rozwidlającymi się torami wielki prostokąt ze specjalnych mat i poduszek, na których siada się podczas medytacji. Na środku każdego boku prostokąta ławka, a na niej cztery osoby. Zwrócone twarzami na cztery strony świata, odczytują wypisy z ksiąg obozowych - alfabetyczną listę zamordowanych. To swoisty apel poległych.

Michelle: To samo nazwisko powtarza się kilka, kilkanaście, czasem kilkadziesiąt razy. Jakby ktoś chciał wyrwać drzewo razem z korzeniami, zniszczyć najdrobniejszą odnóżkę, najmniejszy ślad, zabić jakąkolwiek szansę, by mogło się odrodzić.

Michael: I nagle uświadamiasz sobie, że każda z tych osób miała jakiś swój świat, pracę, miłość, kłopoty, nadzieje i marzenia. A teraz jest tylko anonimowym nazwiskiem na liście ofiar.

Joel: Nigdy nie zapomnę, kiedy usłyszałem nagle imię i nazwisko mojej żony. Niby wiem przecież, że urodziła się już po wojnie, żyje i mieszka razem za mną, ale naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że to mogłaby być właśnie ona.

Sebastian: Czasem mam wrażenie, że nie zniosę już ani jednego nazwiska więcej, że nie jestem w stanie już tego znieść. Chce mi się krzyczeć, żeby już przestali. Ale siedzę dalej i dalej słucham.

Beata: I ciągle przewijają się imiona patriarchów - Abraham, Izrael, Izaak, Jakub, Sara, Rebeka, Rachela, Salomon, Dawid... Jakby ktoś chciał zabić samą Biblię.

*

Tym razem kaddisz odbędzie się przy ruinach krematorium. Betonowe schody prowadzą w dół, jakby w głąb ziemi, do pozbawionego dachu przedsionka komory gazowej. Tutaj więźniowie rozbierali się przed wejściem do "łaźni", z której nigdy już nie mieli wyjść.

Rabbi Don okrąża ruiny. Tuż za nim, ze zwojem Tory, idzie Krystyna - katoliczka, polska Cyganka, jedyna ocalona z zagłady swojej wioski. 23 lipca 1943 roku hitlerowcy wyprowadzili ze Szczurowej 91 Romów, w tym całą rodzinę Krystyny. Najstarszy miał 71 lat, najmłodszy - dwa tygodnie. Wszystkich zastrzelono w pobliskim lesie. Tamten dzień przeżyła tylko ona - wówczas pięcioletnia dziewczynka. To do niej rabin powie dzisiaj: "Ty jesteś Torą".

- Wiele razy byłam w Oświęcimiu, ale nigdy nie doświadczyłam takiego szacunku wobec zagłady Romów - odpowie Krystyna.

Ktoś zaczyna śpiewać: "Szma Israel...". "Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest jeden". I kaddisz - po aramejsku, po polsku, po angielsku, po niemiecku, po hiszpańsku, po włosku, po francusku. "Jedyny, który dał wszechświat pokoju, daje pokój nam, Wszystkiemu, co jest Izraelem...". Wielonarodowa kongregacja powtarza rytualne: "Tak. Amen". "Vimru. Amen". "Yes. Amen". "Si. Amen". "Oui. Amen". "Ja. Amen".

Modlitwie zaczyna wtórować czyjś przejmujący płacz.

*

Jest już prawie ciemno, gdy ojciec Jan zapala dwie świece w dawnym baraku karnym w Birkenau. Tutaj zsyłano winnych obozowych "przewinień" na niemal pewną śmierć. Teraz zakonnik w liturgicznych szatach klęka na betonie przy ceglanym stopniu, który posłuży za ołtarz. "Pan z wami". "I z duchem twoim". "W górę serca..." We Mszy św. uczestniczy jeden z dawnych więźniów tego baraku. Przy wezwaniu do przekazania znaku pokoju bierze każdego z obecnych w ramiona.

Ojciec Jan: W tym miejscu panował straszny głód. Kawałek chleba decydował o życiu albo śmierci. Dlatego w sakramencie Eucharystii podzielimy się tylko jednym komunikantem. Bierzcie maleńkie kawałeczki, żeby dla wszystkich starczyło.

Biała Hostia na maleńkiej tacce podawana jest w półmroku z rąk do rąk. Potem - kielich. Większość tu obecnych po raz pierwszy w życiu przyjmuje Komunię pod dwiema postaciami.

*

Eva: Ludzie jeżdżą do Izraela albo w różne inne miejsca, aby odwiedzić Ziemię Świętą. Tymczasem ta Ziemia Święta, której szukacie gdzieś daleko, jest właśnie tutaj, w Oświęcimiu. Stąpajcie po niej ostrożnie, z uwagą i szacunkiem.

Michael: Pytałem Polaków o znaczenie słowa Oświęcim. Zaczynali się zastanawiać i dochodzili do wniosku, że to ma coś wspólnego z uświęcaniem, oświecaniem.

Tanna: To bardzo trudno wytłumaczyć. Jest to miejsce straszne, ale jednocześnie jest to miejsce w jakiś dziwny sposób pełne miłości, właśnie - świętości.

*

Przy pomniku ofiar obozu zbierają się sufi. To przedstawiciele mistycznej tradycji muzułmańskiej. Ich postawę najlepiej wyraża XII-wieczna opowieść o człowieku, który udał się w długą podróż statkiem. Gdy na pokładzie odbywały się żydowskie modły, człowiek ów udał się na nie. "Czy jesteś Żydem?" - zapytał zdziwiony rabin. "Tak" - odparł z uśmiechem nieznajomy.

Jednak, gdy na statku rozpoczęła się Msza, człowiek ów również w niej wziął udział. Pojawił się także wtedy, gdy na modlitwę zebrali się muzułmanie. "Kim więc w końcu jesteś: Żydem, chrześcijaninem, muzułmaninem?" - zapytano z irytacją. "Jestem wyznawcą Koranu, jestem sufim - uśmiechnął się podróżny. - Jestem wszędzie tam, gdzie ludzie czczą jedynego Boga".

Teraz w Oświęcimiu suficki krąg rozpoczyna swoją modlitwę. To samo arabskie słowo powtarzane z twarzą zwróconą raz w jedną, raz w drugą stronę. Niski, wibrujący, gardłowy dźwięk. Pulsujący, zdecydowany, szybki ruch...

*

Trzeciej nocy czuwanie medytacyjne dla ochotników w tzw. baraku dziecięcym. Kilkadziesiąt osób zbiera się przed bramą Brzezinki około godziny 22. Obóz spowija gęsta mgła. Wszystko wydaje się jeszcze bardziej przerażające. To dopiero listopad, a ludzie ubrani są w ciepłe kurtki. Mimo to palce grabieją, z ust leci para, a ciało sztywnieje z zimna. Świeczki ledwie rozpraszają ciemność. Tutaj mieszkali najmłodsi więźniowie Oświęcimia. Ci, których podczas wstępnej selekcji na rampie na krótko oszczędzono, by służyli jako króliki doświadczalne w tzw. medycznych eksperymentach. Cisza medytacji przerwana zostaje tylko raz - o północy. To buddyjska ceremonia za zmarłych. Zgodnie z wielowiekowym rytuałem, sutra "Emmei Dziukku Kannon Gio" powtarzana jest 49 razy. Nie jest to śpiew, nie jest to też czytanie. Raczej rytmiczna melodeklamacja. Stanowi przywołanie buddyjskiego uosobienia współczucia, boddhisatwy Kandzeon.

Małgorzata Braunek odczytuje tekst modlitwy napisanej specjalnie na oświęcimskie zgromadzenie przez Sensei Jishu Holmes, nauczycielkę Zen, żonę Rosziego Glassmana, zmarłą przed siedmioma miesiącami. "Obyśmy zawsze pamiętali o przyczynach cierpienia. Obyśmy zawsze wierzyli, że cierpienie dobiegnie kresu. Obyśmy zawsze mieli odwagę dawać świadectwo, dostrzegać siebie w drugim, a drugiego - w sobie. Oby przenikające światło rozproszyło ciemność niewiedzy, rozwiązana została cała karma, a kwiat umysłu rozkwitł w wiecznej wiośnie..."

*

Piątek po południu. Zgromadzenie kończy się międzyreligijną liturgią. Znów rozbrzmiewa barani róg. Ojciec Jan błogosławi wodę, przypominając, że tradycja ta wywodzi się od Mojżesza. A zaraz potem potężny śpiew: "Allach Akba-a-a-a-r!". I rytmiczna, skandowana buddyjska sutra. A na koniec prawosławne "Alleluja, alleluja, alleluja".

Wieczorem szabatowa kolacja. Przy stojącym na wyniesionym podium stole żydowski rabin z Los Angeles i katolicki ksiądz z Oświęcimia wspólnie błogosławią chleb, którym za chwilę wszyscy się podzielą.

Trudno uwierzyć, że dzieje się to kilkaset metrów od niesławnego żwirowiska.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi modlitwa Polacy Niemcy żwirowisko Izrael krematorium Ziemia Święta Birkenau-Brzezinka Cyganie kadisz łaźnia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W