Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Z Elżbietą Adamiak, teologiem, rozmawia Artur Sporniak

Maryja bliska

Dokumenty kościelne wzywają do równowagi w czci Maryi: jest miejsce i na modlitwę do Niej i z Nią, i na naśladowanie. Jedno i drugie wyrasta z uznania miejsca Maryi w historii zbawienia - to podstawowy akt czci związanej z Jej osobą. Naśladować Maryję nie jest łatwo. Nabożeństwo, odmówiona modlitwa wydaje się bardziej "uchwytna".

Myślę, że są także inne przyczyny psychologiczne. Istnieje bowiem pewien dualizm w podejściu do kobiety, który z jednej strony polega na idealizowaniu kobiecości, a z drugiej - na lęku przed nią. W płaszczyźnie religijnej uwidacznia się to w wynoszeniu na piedestał Maryi i przeciwstawianiu Jej Ewie, obwinianej za pierwszy grzech, a więc i śmierć. Dlatego Ewę nazywano "bramą diabła" czy "forpocztą piekła", Maryję natomiast "furtą raju ziemskiego" czy "bramą niebios".

ARTUR SPORNIAK: W naszej polskiej pobożności Maryja zajmuje wyjątkowe miejsce. Do Jej sanktuariów pielgrzymujemy, czcimy Ją w niezliczonych wizerunkach, u Niej szukamy szczególnego wstawiennictwa. W pieśniach, które brzmią w polskich kościołach, Maryja - "nad anielskie chóry wywyższona" - jest "ucieczką jedyną", "grzesznych wybawieniem", "pewną drogą do niebiosów", "furtą raju świętego". Jak to wytłumaczyć? Czy nie grozi to ubóstwieniem Maryi?

ELŻBIETA ADAMIAK: Wyjątkowość Maryi, wyrażana na wiele różnych sposobów, niekoniecznie musi od razu oznaczać ubóstwienie. Może być ona rozumiana jak najbardziej właściwie. Wedle skromnych, co prawda, ilościowo, ale jakościowo ważnych przekazów ewangelicznych wyjątkowość Maryi opiera się na Jej wyjątkowej relacji do Chrystusa. Temu nie da się zaprzeczyć. Wymienione przez Pana tytuły: "Ucieczka jedyna", "grzesznych wybawienie", "pewna droga do niebiosów" - na pewno powinny odnosić się do Chrystusa.

Dlaczego chętniej wzywamy pomocy Maryi, niż próbujemy Ją naśladować, do czego zachęcają dokumenty Kościoła?

Dokumenty kościelne wzywają do równowagi w czci Maryi: jest miejsce i na modlitwę do Niej i z Nią, i na naśladowanie. Jedno i drugie wyrasta z uznania miejsca Maryi w historii zbawienia - to podstawowy akt czci związanej z Jej osobą. Naśladować Maryję nie jest łatwo. Nabożeństwo, odmówiona modlitwa wydaje się bardziej "uchwytna".

Myślę, że są także inne przyczyny psychologiczne. Istnieje bowiem pewien dualizm w podejściu do kobiety, który z jednej strony polega na idealizowaniu kobiecości, a z drugiej - na lęku przed nią. W płaszczyźnie religijnej uwidacznia się to w wynoszeniu na piedestał Maryi i przeciwstawianiu Jej Ewie, obwinianej za pierwszy grzech, a więc i śmierć. Dlatego Ewę nazywano "bramą diabła" czy "forpocztą piekła", Maryję natomiast "furtą raju świętego" czy "bramą niebios".

Co idealizujemy, a czego się w kobiecie boimy?

Idealizowana jest przede wszystkim macierzyńska funkcja kobiety, dawanie życia, a potępiana seksualność, którą często odruchowo kojarzono z grzechem.

Istotne jest również to, że pobożność maryjna wytworzyła specyficzny obraz Boga - pozbawiony cech, które w naszym kręgu kulturowym uznane zostały za kobiece. Bóg, który jest przede wszystkim srogi, domagał się uzupełnienia o bardziej miłosierną Matkę. Kiedy wydaje się, że już nie ma wyjścia, tą ostatnią deską ratunku staje się Maryja.

"Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze" - śpiewamy w pobożnej pieśni. Moim zdaniem, nosi to jednak znamiona ubóstwienia Maryi, zastępującej łagodne oblicze Boga.

Rzeczywiście, można zobaczyć w tym elementy ubóstwienia, choć podejrzewam, że ci, którzy w ten sposób czczą Maryję, na pewno by się z taką interpretacją nie zgodzili. Jeżeli jednak tak to widzimy, nasuwa się pytanie, co z tym zrobić?

Wyjściem jest chyba próba uzupełnienia w duszpasterstwie obrazu Bożego o te cechy, które kojarzymy z macierzyństwem czy miłosierdziem. Jestem przekonana, że one do chrześcijańskiego obrazu Boga należą.

Potwierdza to zresztą Biblia. W Księdze Izajasza Bóg mówi do Izraela: "Nosiłem was od urodzenia, piastowałem od przyjścia na świat" (46,3).

Niebezpieczne jest także traktowanie Maryi jako zastępczej drogi do nieba. Tak jakby droga - dodajmy: według naszej wiary jedyna - wyznaczona przez Jezusa była nie do przebycia.

Słowa Ewangelii jaśnieją tu głęboką prostotą: to Jezus jest Drogą. Tworzenie więc jakiejś "konkurencji" dla Niego jest z pewnością niewłaściwe. Znowu: wynika to z niepełnego obrazu Chrystusa. Najwidoczniej brak nam do końca zaufania do Niego, skoro uważamy, że w ostatecznych sytuacjach pozostaje jedynie Maryja. Ale na to nakłada się także pewien stereotyp. Kobieta potrafi sobie tylko znanymi sposobami zjednać tych, którzy nad nią panują.

Jeśli mężczyzna jest głową, to kobieta szyją, która tą głową steruje. Czy tak?

Oczywiście jest to opis uproszczony, ale pokazuje on, jak pewien kulturowy obraz kobiety wpisany został w postać Maryi...

...i jak trudno nie ulegać pewnym stereotypom...

...gdyż nie dzieje się to na płaszczyźnie intelektualnej. Zresztą znane są przypadki ateistów, którzy w sytuacjach krańcowych uciekali się właśnie do Maryi. Łatwiej im było zaakceptować Maryję niż Boga.

Wspomniałem, że dokumenty Kościoła przypominają, by prócz szu kania wstawiennictwa, nie zapominać także o tym, iż Maryja jest dla nas, wierzących, wzorem chrześcijańskiego życia. Mówi o tym zarówno soborowa Konstytucja dogmatyczna o Kościele, jak i adhortacja Pawła VI "Marialis cultus" czy encyklika Jana Pawła II "Redemptoris Mater". Ale w jaki sposób naśladować Matkę Boga, zawsze Dziewicę, Niepokalanie poczętą, Wniebowziętą? Czy te niezwykłe, dogmatyczne tytuły, których treści nigdy do końca nie zgłębimy, nie oddalają od nas Maryi?

Kościół w swoim słowie o Maryi używa języka paradoksów. Sobór Watykański II mówi, że Maryja zajmuje w Kościele miejsce "najwyższe po Chrystusie, a zarazem nam najbliższe". Wypowiada to jednym tchem, w jednym zdaniu. Najbliższa Chrystusowi - czyli Ta, która Go zrodziła, Matka Boga, a zarazem bliska nam, bo kiedy zgłębiamy słowo Kościoła, zauważamy, że niezwykłe macierzyństwo Maryi związane jest nierozdzielnie z Jej wiarą. Nasza więź z Chrystusem też nie dzieje się inaczej niż przez wiarę. Jest tu głęboka analogia. Dzięki niej Maryja może nam być bardzo bliska, choć jest Matką Boga.

Inne tytuły dogmatyczne Maryi są konsekwencją Jej Bożego macierzyństwa. Na przykład dziewictwo Maryi teologia rozumie jako Jej wierność. Z jednej strony jest znakiem Bożego synostwa Jej Syna, z drugiej - wskazuje na całkowite oddanie się Maryi Bogu.

Można zrozumieć teologów i hierarchów zatroskanych nie tylko o wierny przekaz i coraz głębsze wyjaśnianie Objawienia, ale także o spójność nauki Kościoła. Wyrazem tej troski są właśnie sformułowania dogmatyczne. Wspomniała jednak Pani o widocznym w pobożności maryjnej dualizmie w podejściu do kobiety: idealizowane jest macierzyństwo, a jakoś potępiana seksualność. Czy paradoksalnie korzeni tego dualizmu nie można zobaczyć także w samej teologii? To przecież dogmaty oddzieliły macierzyństwo Maryi od Jej seksualności. W liście, broniącym dziewictwa Maryi, przypisywanym papieżowi z IV wieku (św. Syrycjuszowi), można odnaleźć argument, który dzisiaj uznany byłby za wyraźnie negatywne nastawienie do seksualności: "Albowiem Pan nasz Jezus, nie zechciałby narodzić się z dziewicy, o której by wiedział, że będzie tak niepowściągliwa, iż przybytek Króla wiecznego splami nasieniem współżycia ludzkiego".

Ze względu na tę psychologiczną bliskość doświadczeniu ludzkiemu, prawdy wiary związane z Maryją są szczególnie narażone na wypaczenia. Łączenie prawdy o dziewictwie Maryi z negatywną wizją płciowości człowieka jest takim wypaczeniem. Kościół ma świadomość, że w przeszłości był zbyt mało krytyczny wobec panujących na temat ludzkiej płciowości opinii, i dlatego takich świadectw dzisiaj w nauczaniu Kościoła już nie znajdziemy. Z podobnych względów dla współczesnej mentalności wielką niedyskrecją wydają się rozważania na temat dziewictwa Maryi przed narodzeniem, w narodzeniu czy po narodzeniu Jezusa, czyli próby stwierdzenia tego, co pozostaje tajemnicą. Jeśli dzisiaj mowa jest o dziewictwie Maryi, to poszukuje się przede wszystkim wymowy teologicznej tej prawdy.

Kiedy przyjrzymy się feministycznym nurtom w teologii, to zobaczymy, że symbol Dziewicy wydaje się wręcz bliższy niż symbol Matki. Podkreślanie macierzyństwa Maryi jako jedynej czy najgodniejszej drogi dla kobiety spotyka się obecnie z krytyką. Dziewictwo coraz częściej jest traktowane jako wartość, jako wyraz niezależności kobiety. Dziewica nie potrzebuje swojego istnienia uzasadniać relacją do kogokolwiek.

W naśladowaniu Maryi chyba najbardziej onieśmiela świadomość Jej niepokalanego poczęcia. Czy ja mogę być podobnie pokorny, podobnie otwarty na Ducha Świętego, skoro życie moje - w przeciwieństwie do życia Maryi - naznaczone jest słabością, grzechem pierworodnym?

Czy nam jest trudniej? Nie wiem, czy zdołamy to rozstrzygnąć... Powołanie każdego z nas jest inne. Niepokalanie poczęta oznacza, że Maryja została uprzedzająco (od pierwszego momentu swego zaistnienia) uchroniona na mocy ofiary swego Syna od zmazy grzechu pierworodnego. Odkupiona zawczasu - na drodze wyjątkowej. Dogmat o niepokalanym poczęciu stał się teologicznie konieczny na skutek wcześniejszej teologii grzechu pierworodnego, która wiązała jego dziedziczenie z aktem płciowym. Skoro najstarsza tradycja mówiła o świętości Maryi, czyli o tym, że Ona nigdy nie popełniła grzechu uczynkowego, trzeba było wyjaśnić, jak to było możliwe. Próbowano więc pokazać, że Maryja już od samego początku jest "łaski pełna", jest Tą, która znalazła upodobanie u Boga.

Dzisiaj tę prawdę maryjną próbuje się odczytać także jako prawdę o człowieku: początek życia każdego z nas dokonuje się przy łaskawym spojrzeniu Boga - nie tylko jest związany z tym trudnym dziedzictwem grzechu pierworodnego. Znajdujemy się zarazem w sytuacji grzechu pierworodnego i odkupieńczej łaski Chrystusa.

Ale czy Maryi nie było łatwiej, skoro nie była wrażliwa na pokusy grzechu?

Nie znaczy to, że Jej droga życia usłana była różami. Dzisiaj coraz bardziej mamy świadomość, że Ona również przeżywała trudne chwile (nie wiem, czy to można nazwać "pokusami").

Można to chyba tak tłumaczyć: ciemne moce atakowały Maryję (o czym wspomina choćby Apokalipsa św. Jana), ale moc Bożej łaski nie znajdowała w Niej żadnej przeszkody, by Ją ochronić...

Warto zauważyć, że Jan Paweł II używa nowych sformułowań w nauczaniu o Maryi, mówiąc o trudnych momentach Jej wiary, o "kenozie", uniżeniu wiary czy "półcieniu" wiary. Maryja, tak jak każdy człowiek, przebyła w swojej wierze pewną drogę. Nie można powiedzieć, że już w punkcie wyjścia wszystko w Niej i dla Niej było "gotowe".

Nie była wolna także od cierpienia. Rok temu Papież w jednej ze swoich katechez podczas środowych audiencji ogólnych wyraźnie wspomniał o śmierci Maryi: "Chcę podkreślić, że na pewno Matka Boża zmarła, ponieważ zmarł i Chrystus".

Możemy w Niej więc odnaleźć jakąś drogę przeżywania własnych cierpień i własnej śmierci.

Czyli można powiedzieć, że kluczem do właściwej mariologii jest właściwy obraz Boga - Boga, który się we Wcieleniu uniżył tak bardzo, że mógł wynieść człowieka - Maryję - do chwały nieba. Dzięki temu Bożemu uniżeniu i człowieczeństwu Maryi otwarta została przed nami niewyobrażalna perspektywa. Jedna z pobożnych pieśni wychwala Maryję za to, że... "spokrewniła z niebem naszą ziemię".

Maryja stoi bardzo blisko uniżenia Boga, które dokonało się w Chrystusie. Uczy nas właściwej relacji do Uniżonego i Wywyższonego. Ale drugim kluczem do poprawnej mariologii jest poprawna wizja człowieka. Obie wizje są z sobą ściśle powiązane.

Maryja jest pierwszą chrześcijanką, czyli tą, która jako pierwsza uwierzyła i weszła na drogę wiary w Chrystusa i z Chrystusem. Ona jako pierwsza uczestniczy w tajemnicy zbawienia w Chrystusie i przez to toruje nam drogę. W Niej możemy dojrzeć to, co - mamy nadzieję - czeka i nas.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć Maryja kobiecość mariologia kult macierzyństwo Marialis cultus Redemptoris Mater Matka Boga Theotokos Niepokalana Wniebowizięta kenoza
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W