Ponad 3/4 dorosłych Polaków regularnie kupuje coś w internecie. Tymczasem każda internetowa płatność wiąże się z dostępem do danych – choćby wtedy, kiedy logujemy się do banku. Jak nie paść ofiarą oszustwa? Odpowiedź jest oczywista – trzeba być ostrożnym. W większości wypadków wystarczy zachowanie prostych zasad bezpieczeństwa.
Przynajmniej raz w miesiącu zakupów online dokonuje 77 proc. Polaków powyżej 18. roku życia – wynika z przeprowadzonego w grudniu 2025 r. badania dla Fundacji Polska Bezgotówkowa. Najczęściej zamawiane są produkty z kategorii moda i obuwie. Miesięcznie wydajemy w sieci średnio 200-300 zł, 13 proc. respondentów wydaje od 501 do 1 tys. zł.
21 proc. badanych przyznało, że kupuje online raz w tygodniu, a 12 proc. nawet kilka razy w tygodniu. Blisko połowa najczęściej korzysta przy tej okazji ze smartfona. Jak podaje portal dlahandlu.pl, łącznie w internecie wydajemy 150 mld zł rocznie, a już w 2028 r. kwota ta może wzrosnąć do 190 mld zł.
Różne sposoby płacenia
Płacić w internecie można na kilka sposobów: za pomocą przelewu elektronicznego, karty, BLIK-a, lub portfela elektronicznego. Większość takich transakcji jest chroniona dwustopniowo. Kiedy płacimy przelewem, musimy zalogować się na stronę banku lub do bankowej aplikacji, a po zleceniu przelewu na ogół potwierdzamy operację – albo za pomocą kodu wysłanego przez SMS, albo poprzez ponowne logowanie do aplikacji. Gdy używamy karty, musimy podać na stronie operatora jej dane, a sama transakcja także przeważnie wymaga potwierdzenia. Płatność BLIK-iem w internecie nie różni się zbytnio od takiego samego działania w zwykłym sklepie: bank generuje kod, który musimy podać. Tu także działa zwykle dwustopniowe uwierzytelnienie, konieczne jest zatem potwierdzenie transakcji. Z kolei portfel cyfrowy to oparta na oprogramowaniu platforma, która bezpiecznie przechowuje informacje płatnicze użytkowników, w tym dane karty kredytowej lub debetowej, lub informacje o koncie bankowym. W obu wypadkach działa podobnie – zapisuje się na nim dane karty płatniczej. Dla bezpieczeństwa wszystkie dane w portfelu cyfrowym są zaszyfrowane.
Obowiązki i rozsądek
Zapewnienie bezpieczeństwa płatności jest obowiązkiem organizacji płatniczych. Stąd stosowana przez nich tokenizacja (czyli szyfrowanie danych; dzięki niej sklep nie ma faktycznych danych naszej karty płatniczej), certyfikat SSL (protokół sieciowy do bezpiecznych połączeń) oraz podwójne uwierzytelnianie. Nie oznacza to jednak, że użytkownik sieci nie musi zachować ostrożności. Ta zaś opiera się w dużej mierze na wypracowaniu prostych zdroworozsądkowych nawyków.
Każda internetowa płatność wiąże się z dostępem do danych – choćby wtedy, kiedy logujemy się do banku. Dlatego podstawą bezpiecznych danych jest ochrona własnego sprzętu: komputera i smartfona. Złośliwe oprogramowanie może śledzić to, co wpisywane jest w okna wyszukiwania i przechwytywać loginy i hasła do bankowości internetowej. O to chodzi oszustom . Każde urządzenie powinno być zabezpieczone przed zagrożeniami z sieci odpowiednim oprogramowaniem.
Najlepiej nie zapisywać loginu i hasła do konta bankowego na kartce (zwłaszcza takiej, którą wynosimy z domu), ani w pliku tekstowym. Jeśli obawiamy się, że zapomnimy danych do logowania, nie zapisujemy loginu i hasła w jednym miejscu, a już na pewno nie z dopiskiem „bank” czy podobnym. Podobnie nie należy zapisywać numeru PIN na karcie płatniczej.
Mała różnica
Zanim w sklepie internetowym klikniemy przycisk „kup”, lepiej zweryfikować, czy sklep w ogóle istnieje i co piszą o nim inni – pięć opinii oszuści mogą sobie napisać sami, dwieście opinii daje jakąś pewność przynajmniej tego, że sklep naprawdę funkcjonuje. Jeśli planujemy zakupy na znanej platformie warto zerknąć, czy nazwa na pewno się zgadza – strony tworzone przez oszustów często mają adresy łudząco podobne do tych powszechnie rozpoznawanych, ten fałszywy może się od prawdziwego różnić jedną literą, albo nierzucającym się w oczy znakiem.
Jeśli sprzedawca okaże się nieuczciwy, szansą na odzyskanie środków jest procedura chargeback, czyli zwrotne lub odwrotne obciążenie. Mechanizm ten działa w przypadku płatności wszystkimi kartami Visa i MasterCard. Polega on na anulowaniu przez bank opłaconej transakcji i zwrocie środków na konto płacącego. W tym celu właściciel karty musi złożyć reklamację w banku. Można o to wnioskować m.in. wtedy, kiedy towar nie dotarł, okazał się niezgodny z opisem, albo sprzedawca nie zwrócił zapłaty, choć produkt odesłano. Procedura nie jest skomplikowana, a zgodnie z prawem bank musi rozpatrzyć wniosek. Może to jednak potrwać nawet kilka miesięcy.
Odgórne ograniczenie
Rozsądnym krokiem jest ustawienie limitów transakcji. Jeśli – po przejęciu danych karty lub konta ktoś będzie chciał płacić naszymi pieniędzmi, będzie mógł to zrobić tylko do ustalonej wysokości.
Unikanie korzystania z otwartych sieci.
Otwarte sieci Wi-FI w galeriach handlowych, na lotniskach czy w hotelach mogą być przechwycone przez hakerów. Zapewne trudno całkowicie z nich zrezygnować np. w podróży, generalnie jednak bezpieczniej jest ich unikać. Z całą pewnością nie będzie rozsądne logowanie się do banku, na przykład robiąc zakupy, podczas korzystania z hotelowego Wi-Fi. To mniej więcej takie ryzyko, jak zostawienie portfela na stole w restauracji.
Korzystajmy też jedynie z własnych akcesoriów do ładowania telefonu. Własne kable i własny powerbank to gwarancja, że dane pozostaną bezpieczne.
Ważne jest też, aby regularnie aktualizować system operacyjny i aplikacje zgodnie z powiadomieniami w telefonie. Każda aktualizacja lepiej zabezpiecza system i pracujące w nim aplikacje.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.